Wszystko lśni, tak jak sobie zaplanowałam. Zajęło mi to mniej czasu niż przypuszczałam, z czego jestem niesamowicie dumna. Teraz do samej wigilii pozostaje maraton przy desce do prasowania, bo prałam w tym tygodniu na potęgę.
Na Wigilię idziemy oczywiście do mamy, w związku z czym w ogóle nie interesują mnie kwestie zakupów, gotowania i tego typu zajęcia. Gdyby było inaczej - w życiu bym się nie wyrobiła. W sobotę od rana melduję się u mamy, by zaciągnąć się do służby jako pomoc kuchenna - nie mogę przecież (ze wstydu bym umarła) przyjść na gotowe, nażreć się z rodziną i wrócić do domu. Panowie zostaną w domu i nadadzą mu ostateczny, świąteczny szlif. Nie pomagali mi nic a nic, więc niech chociaż tego ostatniego dnia się wykażą.
No to co - Merry Christmas!
Na Wigilię idziemy oczywiście do mamy, w związku z czym w ogóle nie interesują mnie kwestie zakupów, gotowania i tego typu zajęcia. Gdyby było inaczej - w życiu bym się nie wyrobiła. W sobotę od rana melduję się u mamy, by zaciągnąć się do służby jako pomoc kuchenna - nie mogę przecież (ze wstydu bym umarła) przyjść na gotowe, nażreć się z rodziną i wrócić do domu. Panowie zostaną w domu i nadadzą mu ostateczny, świąteczny szlif. Nie pomagali mi nic a nic, więc niech chociaż tego ostatniego dnia się wykażą.
No to co - Merry Christmas!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz