wtorek, 13 grudnia 2011

Winna

Właściwie to ja odpowiadam za obecny stan rzeczy. Nieślubny stanął na wysokości zadania, w końcu znalazł pracę. I to lepszą niż dotychczasowe (wiadomo, szef to idiota, ciągłe cyrki z wypłatami i ciągłe problemy są i tak, ale znalazł i to mu się chwali). A ja? Spoczęłam na laurach, zamiast spiąć dupę w troki, pozwalam sobie na depresje, lenistwo i inne hipohondryczne stany.
Gdybym była fair, już dawno wzięłabym jakąkolwiek robotę i zapewniła domowi choćby ten marny tysiąc miesięcznie. Ale ten marny tysiąc mógłby sprawić, że w tej chwili nie bylibyśmy w takim dole. Ten marny tysiąc pozwoliłby nie przejmować się opóźnieniami w wypłatach dla Nieślubnego.
A ja - będąc nikim na rynku pracy - kręcę nosem, wydziwiam i szukam nie wiadomo czego. Nic mi się nie podoba i żadna praca nie jest mnie godna.
Co ze mnie za partner? Każdą inną kobietę która zachowywałaby się tak jak ja, zmieszałabym z błotem, nie chciałabym jej znać...

Ponieważ szkoła już na finiszu, pozwolę sobie jeszcze na odrobinę luzu. Założenie jest takie, że jedno CV na tydzień jest składane obowiązkowo. A zaraz po Nowym Roku zwiększam intensyfikację działań, biorę pierwsze co mi w oczy wpadnie, zmieniać na lepsze będę potem. Na razie trzeba po prostu zarabiać. Obojętnie jak.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz