sobota, 19 listopada 2011

Urodowy weekend

NIe dosyć, że jestem gruba i nie mam już co włożyć na swój wielki tyłek, to jeszcze w swojej niemocy/depresji/lenistwie czy jak tę cholerę nazwać zapuściłam się okropnie. Bo przecież zawsze jest jakieś "jutro", kiedy to mogę zająć się paznokciami, włosami, czy jakąkolwiek inną pielęgnacją.
Wczoraj poczułam, że mam dość. Nie chciało mi się (jak zwykle) nic robić, ale zaparłam się, że poleniuchuję konstruktywnie. Spędziłam dwie godziny z kremami do depilacji, depilatorem, pęsętą, pilnikiem do paznokci i pumeksem. Nadal jestem gruba, ale zawsze fajniej być wydepilowaną słonicą niż kudłatą jak mamut.
Na dziś zostało mi farbowanie włosów i maseczka na facjatę. I będę piękna!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz