Skoro zdiagnozowałam sobie depresję, postanowiłam wziąć się z nią za bary. Mam dość tej niechęci do czegokolwiek, słabości własnej i wiecznej senności. Odwiedziłam lekarza pierwszego kontaktu.
Pani doktor obadała, osłuchała, zleciła wampiriadę, czyli odsysanie krwi, po czym skomentowała wyniki: Cukier ok, tarczyca spoko, morfologia jak u chłopa. Taka pani uroda i nic pani z tym nie zrobi.
No to dupa. Zdrowa jestem jak koń, ale jednak coś nie halo. Zanabyłam drogą kupna jakieś super-ekstra witaminy, co to mają mnie na nogi postawić i zobaczymy. Jak efektu nie będzie, czeka mnie wizyta u psychiatry. Może da mi coś, co mnie naspiduje.
Swoją drogą cieszę się, że nic się nie wykryło niedobrego. Zawsze to lepiej być wariatem niż chorym na coś okropnego.
Pani doktor obadała, osłuchała, zleciła wampiriadę, czyli odsysanie krwi, po czym skomentowała wyniki: Cukier ok, tarczyca spoko, morfologia jak u chłopa. Taka pani uroda i nic pani z tym nie zrobi.
No to dupa. Zdrowa jestem jak koń, ale jednak coś nie halo. Zanabyłam drogą kupna jakieś super-ekstra witaminy, co to mają mnie na nogi postawić i zobaczymy. Jak efektu nie będzie, czeka mnie wizyta u psychiatry. Może da mi coś, co mnie naspiduje.
Swoją drogą cieszę się, że nic się nie wykryło niedobrego. Zawsze to lepiej być wariatem niż chorym na coś okropnego.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz