Zafiksowałam się na ten kurs komputerowy. Poświęcam mu mnóstwo czasu, wszystko inne niemal leży odłogiem - z rzeczy pozostałych robię tylko absolutnie niezbędne minimum. Pocieszam się, że jeszcze tydzień takiego maratonu i będzie można kolejne zadanie odfajkować i zająć się następnym.
Treść kursu kopiuję sobie do pliku tekstowego. Niestety nie da się zerżnąć całości za pomocą CtrlA, CtrlV, trzeba dziobać ręcznie po kawałeczku, co jeszcze wydłuża cały proces, ale dzięki temu będę mogła wrócić do tych informacji, przeanalizować to, co robię "po łebkach".
Przy okazji przychodzi mi do głowy, że lubię tę dziobaninę. Mogłabym mieć taką pracę, najlepiej wykonywaną w domu. Teraz mam wyrzuty sumienia, że zaniedbuję inne pola. A gdyby ktoś mi za to płacił? Od razu byłoby lepiej:)
Ćwiczę nadal. Ostatni przerażający przyrost wagi był spowodowany jak się zdaje babskimi cyklami. Nadal nie bardzo widzę efekty, ale nadal dzielnie walczę. Znalazłam jeszcze kilka par spodni, w które nie wchodzę i postanawiam kontrolnie, na początku każdego miesiąca dokonywać przymiarek:) Może w końcu się uda:)
Wpada mi też do głowy milion różnych pomysłów na przyszłość. Musiałabym je zapisywać, choćby gdzieś na brudno. Wiem, że na razie nie wezmę na siebie nic nowego, ale przecież moja obecna lista "to do" się skończy i wtedy... Wtedy właśnie będę musiała mądrzej rzecz rozplanować, nie chcę się znowu wkopać w: "nie ma mnie dopóki nie skończę z...". No ale to wszystko melodia przyszłości.
Treść kursu kopiuję sobie do pliku tekstowego. Niestety nie da się zerżnąć całości za pomocą CtrlA, CtrlV, trzeba dziobać ręcznie po kawałeczku, co jeszcze wydłuża cały proces, ale dzięki temu będę mogła wrócić do tych informacji, przeanalizować to, co robię "po łebkach".
Przy okazji przychodzi mi do głowy, że lubię tę dziobaninę. Mogłabym mieć taką pracę, najlepiej wykonywaną w domu. Teraz mam wyrzuty sumienia, że zaniedbuję inne pola. A gdyby ktoś mi za to płacił? Od razu byłoby lepiej:)
Ćwiczę nadal. Ostatni przerażający przyrost wagi był spowodowany jak się zdaje babskimi cyklami. Nadal nie bardzo widzę efekty, ale nadal dzielnie walczę. Znalazłam jeszcze kilka par spodni, w które nie wchodzę i postanawiam kontrolnie, na początku każdego miesiąca dokonywać przymiarek:) Może w końcu się uda:)
Wpada mi też do głowy milion różnych pomysłów na przyszłość. Musiałabym je zapisywać, choćby gdzieś na brudno. Wiem, że na razie nie wezmę na siebie nic nowego, ale przecież moja obecna lista "to do" się skończy i wtedy... Wtedy właśnie będę musiała mądrzej rzecz rozplanować, nie chcę się znowu wkopać w: "nie ma mnie dopóki nie skończę z...". No ale to wszystko melodia przyszłości.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz