Wczorajsze zajęcia się nie odbyły. Nie powiem, żebym rozpaczała z tego powodu. Ani nie lubię przedmiotu, ani prowadzącego. Za to wykorzystałam wolny czas na ploteczki z przyjaciółką. Tego mi było trzeba!
Chodzę jeszcze trochę do tyłu po zarwanych przed komputerem nockach. Trochę odsypiam, trochę się snuję. Do tego Nieślubny wybył w delegację, więc rozprężyłam się totalnie. Będę musiała ponadrabiać parę drobnych zadań, chociaż tak naprawdę marzę tylko o tym, by solidnie odpocząć. Jutro znów się nie uda, bo muszę wykorzystać fakt, że chwilowo jestem mobilna (Nieślubny zostawił samochód) i pozałatwiać parę papierków urzędowych. Na piechotę nie będzie mi się chciało i będzie mi szkoda czasu na wielogodzinne spacerki. Zresztą nie bardzo mam pomysł na to, jak taki odpoczynek miałby wyglądać. Samo odsypianie nie bardzo mi wychodzi, ciągle coś mi przeszkadza. Jak sobie wymyślę, co by to miało być, to i czas na to sobie zorganizuję.
Coś mi się wydaje, że przestaję panować nawet nad ojczystym językiem. Odnoszę wrażenie, że wtykam tu masło maślane, a składnia moich zdań chyba woła o pomstę do nieba. Jakoś jednak nie mam weny, by zadbać o formę. Ciśnie mnie by wypluć treść i to wszystko.
Nic to, przypalam głupa i wczuwam się w Scarlett: "Pomyślę o tym jutro"
(Albo kiedy indziej)...:D
Chodzę jeszcze trochę do tyłu po zarwanych przed komputerem nockach. Trochę odsypiam, trochę się snuję. Do tego Nieślubny wybył w delegację, więc rozprężyłam się totalnie. Będę musiała ponadrabiać parę drobnych zadań, chociaż tak naprawdę marzę tylko o tym, by solidnie odpocząć. Jutro znów się nie uda, bo muszę wykorzystać fakt, że chwilowo jestem mobilna (Nieślubny zostawił samochód) i pozałatwiać parę papierków urzędowych. Na piechotę nie będzie mi się chciało i będzie mi szkoda czasu na wielogodzinne spacerki. Zresztą nie bardzo mam pomysł na to, jak taki odpoczynek miałby wyglądać. Samo odsypianie nie bardzo mi wychodzi, ciągle coś mi przeszkadza. Jak sobie wymyślę, co by to miało być, to i czas na to sobie zorganizuję.
Coś mi się wydaje, że przestaję panować nawet nad ojczystym językiem. Odnoszę wrażenie, że wtykam tu masło maślane, a składnia moich zdań chyba woła o pomstę do nieba. Jakoś jednak nie mam weny, by zadbać o formę. Ciśnie mnie by wypluć treść i to wszystko.
Nic to, przypalam głupa i wczuwam się w Scarlett: "Pomyślę o tym jutro"
(Albo kiedy indziej)...:D
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz