Pisałam jakiś czas temu, że mam problem z jednym ćwiczeniem. Kręgosłup tak mi się zastał, a dupa tak obrosła tłuszczem, że nie mogłam ich oderwać od ziemi. Dałam na luz, ćwiczyłam co innego, by plan pt. (sto powtórek dziennie) był wykonany, a tamto próbowałam pomalutku. I jest coraz lepiej, każdego dnia robię coraz więcej powtórek, wobec czego w innym tempie niż planowałam, ale jednak zrobię je do końca.
Ten mój plan ćwiczeń w ogóle jest śmieszny. Wyciągnięty z jakiejś gazety sprzed lat. Kiedyś uparłam się, że go zrealizuję. Wpisałam sobie ładnie do kalendarza i z czasem okazało się, że narzuciłam sobie zbyt dużo, więc go zmodyfikowałam. Zmodyfikowany wpisałam do kalendarza i... znów okazał się zły. W międzyczasie milion razy z ćwiczeń rezygnowałam, potem wracałam i tak na zmianę. Ten plan również nie odpowiada moim możliwościom czasowym, ograniczeniom, jakim w chwili obecnej podlega moje ciało, ale nie chce mi się go już przepisywać. W kalendarzu stoi tak, jak to zapisałam cztery lata temu, ale realizuję go trochę inaczej. I śmiesznie mi jak patrzę na daty z 2007 roku:)
Co by nie mówić, szkoda czasu na przepisywanie na różne sposoby tego jak mam ćwiczyć. Lepiej ten czas poświęcić na samo ćwiczenie. Przyjemność z wykreślania kolejnych zrealizowanych etapów jest ta sama. Dla dwojej własnej satysfakcji będę sobie wpisywać również na blogu swoje osiągnięcia w tej dziedzinie, chociaż zdaję sobie sprawę z faktu, że nikomu to nic nie mówi i wyglądać będzie śmiesznie:)
Niemałym sukcesem jest dla mnie fakt, że to już prawie trzy miesiące, jak ćwiczę regularnie. To do mnie niepodobne:)
A więc dla potomności i własnego wglądu w progres: Wrzesień zaczęłam z datą 01.10.2007:) Zobaczymy jaka data będzie na początku października:)
Ten mój plan ćwiczeń w ogóle jest śmieszny. Wyciągnięty z jakiejś gazety sprzed lat. Kiedyś uparłam się, że go zrealizuję. Wpisałam sobie ładnie do kalendarza i z czasem okazało się, że narzuciłam sobie zbyt dużo, więc go zmodyfikowałam. Zmodyfikowany wpisałam do kalendarza i... znów okazał się zły. W międzyczasie milion razy z ćwiczeń rezygnowałam, potem wracałam i tak na zmianę. Ten plan również nie odpowiada moim możliwościom czasowym, ograniczeniom, jakim w chwili obecnej podlega moje ciało, ale nie chce mi się go już przepisywać. W kalendarzu stoi tak, jak to zapisałam cztery lata temu, ale realizuję go trochę inaczej. I śmiesznie mi jak patrzę na daty z 2007 roku:)
Co by nie mówić, szkoda czasu na przepisywanie na różne sposoby tego jak mam ćwiczyć. Lepiej ten czas poświęcić na samo ćwiczenie. Przyjemność z wykreślania kolejnych zrealizowanych etapów jest ta sama. Dla dwojej własnej satysfakcji będę sobie wpisywać również na blogu swoje osiągnięcia w tej dziedzinie, chociaż zdaję sobie sprawę z faktu, że nikomu to nic nie mówi i wyglądać będzie śmiesznie:)
Niemałym sukcesem jest dla mnie fakt, że to już prawie trzy miesiące, jak ćwiczę regularnie. To do mnie niepodobne:)
A więc dla potomności i własnego wglądu w progres: Wrzesień zaczęłam z datą 01.10.2007:) Zobaczymy jaka data będzie na początku października:)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz