poniedziałek, 19 września 2011

Kierownica

Zastanawiam się, czy kiedykolwiek poczuję się pewnie za kierownicą. Albo po prostu się do tego nie nadaję, albo jak głupia wkręcam sobie w głowę masę niepotrzebnych problemów.
Odzwyczajam się od prowadzenia bardzo szybko. Już było nieźle, kiedy dopadły nas takie problemy finansowe, że krówka stała sobie miesiącami nieruszana, bo nawet nie było za co do baku wlać. Potem dla odmiany Nieślubny zaanektował pojazd dla potrzeb zawodowych.
W tej chwili odzyskałam krowiszcze na parę dni i... gaśnie mi cholera na każdym skrzyżowaniu. Denerwuję się, bo nie jestem pewna tego samochodu. Ciągle brak kasy, by wysłać ją so samochodowego spa, żeby Pan Mechanik dopieścił ją z każdej strony, naoliwił, zapodał jakieś maseczki, wymasował śrubeczki i inne bzdury.
Nie boję się wypadku. Przepisy znam, mocno chcę wierzyć, że inni użytkownicy drogi też. Zawrotnych prędkości nie rozwijam, tym bardziej, że poruszam się wyłącznie po mieście, więc nawet nie mam gdzie. Boję się, czegoś innego. Że coś się posypie/zapali wybuchnie. To moja schiza, która prześladuje mnie za każdym razem gdy wsiadam za kółko. Da się to leczyć?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz