piątek, 16 września 2011

Do przewidzenia

Można było przewidzieć, że jak mi się część planu posypie to i reszta runie jak wieża z klocków. Nie dałam rady wczoraj poćwiczyć. Na szczęście w zapasie miałam jedną przećwiczoną na zapas sobotę, więc można przyjąć, że w tym zakresie nadal jestem na bieżąco z planem.

Gorzej z kursem. Wczorajsza awaria narobiła mi ogromnych strat. Więc dziobię od rana i jeszcze wierzę, że mogę, że podołam. Będzie trudno, szczególnie, że weekend mi odpadnie, bo zaczyna się szkoła.

To wszystko tak naprawdę to bzdety. Niby ważne dla mnie ale bzdety. Cieszę się jak głupek kolejnymi skreśleniami w kalendarzu, by nie myśleć o tym, co tak naprawdę zaprząta mi rozczochraną. Praca Nieślubnego wisi na włosku, a włosek ów wykręca się w wielki znak zapytania. Modlę się i wzywam wszystkie możliwe moce: Dajcie już spokój! Nie zniosę kolejnego kopa! Ja naprawde jestem już wystarczająco doświadczona przez życie!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz