Maraton komputerowo-internetowy zakończony. Z ogromną ulgą wyłączyłam komputer. Jestem ogromnie zadowolona z faktu, że dałam radę, że mam to już za sobą, że wykreślam grubą czerwoną krechą kolejne, duże zrealizowane zadanie.
Jednocześnie jestem ogromnie zmęczona i wściekła na siebie, bo mogłam to wszystko zrobić dużo mniejszym kosztem, bez takiego obciążenia i bez oddechu tykającego zegara na plecach. No cóż, to moja od lat niewyleczona przypadłość, że dopiero pod presją czasu się spinam, że wszelkie równomierne rozkładanie pracy nie działa w moim przypadku. I - jak zawsze po takim wysiłku i stresie - obiecuję sobie, że to był ostani raz, że teraz już będę pracować z głową, po kawałeczku, regularnie....
Mam okazję się wykazać. Dziś pierwsze zajęcia ostatniego semestru w szkole. Wobec czego obiecuję sobie uroczyście, że wszelkie prace zaliczeniowe będę pisać od razu, po otrzymaniu tematów, nie na trzy dni przed terminem oddania:) Uda się?
A przy okazji: Znalazłam jeszcze parę interesujących mnie e-kursów. Jednak nie tykam żadnego aż do skończenia szkoły. W ogóle nie biorę na siebie nic nowego dopóki jej nie skończę. Potem - zobaczymy.
I jeszcze jedno. Nie umiałam sobie poradzić z bezsensownym klikaniem w FB, w ciągle te same blogi itp. Ostatnie wielkie skurczenie posiadanego czasu skutecznie mnie z tego wyleczyło. Owszem - zaglądałam w moją dyżurną listę "ulubionych". Ale juz nie 15 razy dziennie:).
Podsumowując całość - jest dobrze:)
Jednocześnie jestem ogromnie zmęczona i wściekła na siebie, bo mogłam to wszystko zrobić dużo mniejszym kosztem, bez takiego obciążenia i bez oddechu tykającego zegara na plecach. No cóż, to moja od lat niewyleczona przypadłość, że dopiero pod presją czasu się spinam, że wszelkie równomierne rozkładanie pracy nie działa w moim przypadku. I - jak zawsze po takim wysiłku i stresie - obiecuję sobie, że to był ostani raz, że teraz już będę pracować z głową, po kawałeczku, regularnie....
Mam okazję się wykazać. Dziś pierwsze zajęcia ostatniego semestru w szkole. Wobec czego obiecuję sobie uroczyście, że wszelkie prace zaliczeniowe będę pisać od razu, po otrzymaniu tematów, nie na trzy dni przed terminem oddania:) Uda się?
A przy okazji: Znalazłam jeszcze parę interesujących mnie e-kursów. Jednak nie tykam żadnego aż do skończenia szkoły. W ogóle nie biorę na siebie nic nowego dopóki jej nie skończę. Potem - zobaczymy.
I jeszcze jedno. Nie umiałam sobie poradzić z bezsensownym klikaniem w FB, w ciągle te same blogi itp. Ostatnie wielkie skurczenie posiadanego czasu skutecznie mnie z tego wyleczyło. Owszem - zaglądałam w moją dyżurną listę "ulubionych". Ale juz nie 15 razy dziennie:).
Podsumowując całość - jest dobrze:)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz