poniedziałek, 29 sierpnia 2011

Wyginam śmiało ciało!

No proszę, grunt to nie spinać się za bardzo. Moje słynne już ćwiczenie za nic nie chciało się wykonać, więc po prostu zignorowałam je, zajęłam się innymi. Dziś po niedzielnym odpoczynku podeszłam do tego jeża znowu. I udało się! Plan wprawdzie zakłada setkę powtórzeń, a ja zrobiłam tylko dziesięć i to niemrawych w obawie, że jutro znów nie będę mogła ruszyć ani rączką ani nóżką. Do setki dobiłam innymi. Jutro kolejna dziesiątka, a jak dobrze pójdzie, to może i dwie:)

Upał zelżał już wczoraj, więc da się żyć. Roman od jakiegoś czasu uznaje, że piąta rano to jest doskonała pora, by pobiegać w dzikim galopie po domu. Spać się przy tym nie da, więc wczesne wstawanie załatwia się samo. Lubię te moje poranki. Wprawdzie wolałabym, by były bardziej aktywne, by robota szła już od rana, ale jestem tak rozespana, że nie ma na to szans. Ale za to mogę spokojnie przejrzeć pocztę, odpisać na maile, pisać bloga, czy zaczytywać się w innych. To, co tygrysy lubią najbardziej. A kiedy już obudzę się na dobre, zostaje cały dzień do wykorzystania. Jest dobrze.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz