środa, 17 sierpnia 2011

Śpię

Na rzęsach mogę stanąć, a nie potrafię obudzić się o przyzwoitej godzinie. Dzień zaczyna mi się koło południu i doprowadza mnie to do szału, bo na nic nie mam czasu. W związku z powyższym moje ambitne plany żeglują w okolice Bahama...

Nie no, nie jest tragicznie. Ćwiczę dzielnie, choć mi się nie chce. Zmuszam się i na razie nie zdarzyło mi się odpuścić codziennej porcji wygibasów. Efektów brak, ale może jeszcze trzeba poczekać? Cel nadal ten sam - zejść do 65 kg.
Zmieniłam trochę front i zamiast po kawałku robić wszystkiego, dziobię jedno z zadań aż do zakończenia. Skrzynka mailowa posprzątana, teraz tłukę notatki z technikum. Aż mi się znudzi, wtedy pewnie wrócę do metody "po troszku". Na horyzoncie rysują się już nowe zadania, ale nimi się zajmę, jak mi się obecna lista "to do" skróci do minimum:)

2 komentarze:

  1. A co ty robisz z rzeczami z technikum?

    OdpowiedzUsuń
  2. Przepisuję do segregatora, żeby były w jednym miejscu. Obecnie są rozpieprzone w dwóch zeszytach, bez ładu i składu. Latanie po owych zeszytach w poszukiwaniu odpowiedniego wykładu z odpowiedniego przedmiotu doprowadzało mnie do szału, więc taką pracę wymyśliłam sobie na wakacje:)

    OdpowiedzUsuń