wtorek, 30 sierpnia 2011

Koniec wakacji

Jako że studia skończyłam prawie dziesięć (ała, już???!) lat temu, tyleż to lat pojęcie wakacji jako takich średnio mnie dotyczy. Zważywszy na fakt, że studia były zaoczne, i w zasadzie miały być łączone z pracą to pojęcie owo nie dotyczy mnie jeszcze dłużej. W pierwsze lato po skończonym liceum podejmowałam się mniej lub bardziej popłatnej, absorbującej i krócej lub dłużej trwającej aktywności zawodowej, by pod koniec sierpnia ugrzęznąć na równiusieńki rok na stażu. A potem było już tylko gorzej. Bo albo pracowałam, albo - co gorsza - szukałam pracy. Kiedy jest się w wieku, w którym pracę mieć wypada, okres wakacyjny jest okresem mocno denerwującym. Lato jest, czas jest, a nie można go wykorzystać zgodnie z przeznaczeniem, bo od czego tu wypoczywać? I jakim prawem? Bezrobotni nie są zmęczeni, bo nie pracują. Poza tym bezrobotnych nie stać na wakacje i takie tam.... Tak mają się również sprawy i w roku obecnym. Ale ja w sumie nie o tym.

Jakkolwiek rzecz by nie wyglądała pod względem statusu zawodowego, finansowego, i stanu posiadania wolnego czasu, koniec wakacji dobija mnie, wprowadza w stan chandry, smutku, zadumy nad przemijaniem. Zawsze. Bez wyjątku. Gorzej niż koniec roku, czy kolejne urodziny. Nienawidzę końca wakacji!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz