piątek, 15 lipca 2011

W łeb

No jak człowiek jest głupi i naiwny, to czasem musi przez łeb oberwać, by wpadł na oczywiste rzeczy. W moim planowaniu zupełnie nie wzięłam pod uwagę, że czasem trzeba coś załatwić, zobaczyć się z rodzicami, czy ze znajomymi, czy po prostu wypadają nieprzewidziane sprawy czy okoliczności - co skutkuje dramatycznym kurczeniem się posiadanego czasu.
I tak wczoraj odbyłam nieprzewidziany kurs do sąsiedniego miasta, wyprawa niespodziewanie się przedłużyła, potem wypadło milion przeszkód, do tego kontuzja nogi, która spowalniała moje marsze w Bardzo Ważnych Sprawach... Jednym słowem - porażka. Z wczorajszego planu nie wykonałam absolutnie nic.
Dziś od rana szaleję. Do tej chwili mam już wyprowadzonego na czysto greckiego bloga. (Teraz tylko nie zwalniać tempa i póki mogę popracować "do przodu".) Wyskakałam 1500 skakanek, odpisałam na zaległe maile i wyczyściłam starą pocztę za wczoraj i za dzisiaj. Porobiłam przelewy; woda, śniadanko - zaliczone.
Biegnę działać dalej, w międzyczasie będę obmyślać kolejną wersję Planu Doskonałego

4 komentarze:

  1. I za to wlasnie cie kocham. Za inne tez. Ale za to głównie :D

    OdpowiedzUsuń
  2. nie, za to, ze chociaz w sobie masz lenia i watpliwosci to i tak wstajesz i robisz :)

    OdpowiedzUsuń
  3. To swego rodzaju wyrachowanie, więc kochasz mnie za to, że jestem wyrachowana. Ok, może być:)

    OdpowiedzUsuń