Jest lato, są wakacje, Miszka skończył szkołę, ja skończyłam semestr. Teoretycznie powinnam mieć teraz masę czasu na to, na co zwykle mi go brakuje. Praktyka pokazuje mi figę.
Upadłam chyba na głowę, bo tak się ucieszyłam, że to już koniec egzaminów, prac, zaliczeń i teraz będę miała mnóstwo czasu, że od razu zapisałam się na kurs informatyczny. I pokarało mnie, za moją radość, że już nic nie muszę, że jestem wolna. Cały następny tydzień był pasmem niesprzyjających okoliczności, kolejne doby kurczyły się w jakiś magiczny sposób. Podobnie było w zeszłym miesiącu, kiedy wypisałam sobie wszystko co mam do zrobienia na kartce, po czym natychmiast przyszedł czas, w którym złośliwość świata i rzeczy martwych nie pozwoliła zrobić nic z tego, co sobie zaplanowałam.
Hmmm, chyba następnym razem wezmę na to poprawkę i w planach zarezerwuję pierwszy "czarny tydzień".
Pomimo wszystko są i powody do zadowolenia. Niemal cała tamta lista jest zrealizowana, przede wszystkim prace na greckim blogu posuwają się do przodu, egzaminy pozdawane, urzędy pozałatwiane. Jest dobrze.
A na wakacje plan jest taki (już po "czarnym tygodniu" więc mogę zapisać go bez obaw):
- dokończyć uzupełnianie greckiego bloga
- uporządkować, przepisać szkolne notatki
- wysprzątać domek od podszewki
- ćwiczyć, żeby schudnąć
- zrealizować ten kurs informatyczny
- wyprasować tę zaległą furę ubrań
- skończyć spis powszechny
- i wiele innych, jeśli starczy czasu. Nie wypisuję ich szczegółowo - przyjdzie i na nie pora:)
Upadłam chyba na głowę, bo tak się ucieszyłam, że to już koniec egzaminów, prac, zaliczeń i teraz będę miała mnóstwo czasu, że od razu zapisałam się na kurs informatyczny. I pokarało mnie, za moją radość, że już nic nie muszę, że jestem wolna. Cały następny tydzień był pasmem niesprzyjających okoliczności, kolejne doby kurczyły się w jakiś magiczny sposób. Podobnie było w zeszłym miesiącu, kiedy wypisałam sobie wszystko co mam do zrobienia na kartce, po czym natychmiast przyszedł czas, w którym złośliwość świata i rzeczy martwych nie pozwoliła zrobić nic z tego, co sobie zaplanowałam.
Hmmm, chyba następnym razem wezmę na to poprawkę i w planach zarezerwuję pierwszy "czarny tydzień".
Pomimo wszystko są i powody do zadowolenia. Niemal cała tamta lista jest zrealizowana, przede wszystkim prace na greckim blogu posuwają się do przodu, egzaminy pozdawane, urzędy pozałatwiane. Jest dobrze.
A na wakacje plan jest taki (już po "czarnym tygodniu" więc mogę zapisać go bez obaw):
- dokończyć uzupełnianie greckiego bloga
- uporządkować, przepisać szkolne notatki
- wysprzątać domek od podszewki
- ćwiczyć, żeby schudnąć
- zrealizować ten kurs informatyczny
- wyprasować tę zaległą furę ubrań
- skończyć spis powszechny
- i wiele innych, jeśli starczy czasu. Nie wypisuję ich szczegółowo - przyjdzie i na nie pora:)