środa, 27 kwietnia 2011

Wracam na ring

Jest źle. Bardzo źle. Mam kilka dni na zorganizowanie kasy na bieżące rachunki i nie mam na to szans. Bez pożyczek się nie obejdzie. A jak tu pożyczać, jeśli nie wiem, czy i kiedy będę mogła oddać?
Wiosna przyniosła nadzieję. Taką bezpodstawną. Takie poczucie, że to już koniec tego koszmaru, że jeszcze chwilkę i samo się rozwiąże. Zadzwoni ten cholerny telefon, albo spotkam odpowiednią osobę, wydarzy się coś - nie wiem co - co wszystko zmieni. Na długo tej nadziei nie wystarczyło. Wczoraj obudziłam się z poczuciem ogólnego bezsensu, znów zbyt ciężka by wstać z łóżka, by zrobić cokolwiek, by żyć. Kłóciłam się sama ze sobą pod moim kocykiem. Moje "a po co robić cokolwiek" walczyło z "nie marnuj czasu, wykorzystaj go na to, co możesz". Skrzyczałam samą siebie grubym słowem, za to, że nie widzę możliwości tylko ograniczenia, za swoją nieumiejętność życia, za tą depresyjną stronę mnie samej. Jasna dupa, przecież jestem matką! Jestem odpowiedzialna za drugiego człowieka! Nie mogę pozwolić by tak żył! Jestem kobietą i matką - a to znaczy, że jestem zdolna do rzeczy, o jakich filozofom się nie śniło, że mam w sobie pokłady siły, jakich nie ma najsilniejszy facet na świecie.
Wstałam więc z łóżka. Działam, żyję. Będzie dobrze!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz