czwartek, 10 lutego 2011

Trzeba by...

W jednej z książek przeczytanych ostatnio, szalony psychiatra przepisał dziewczynie jakieś prochy, po których dostała niesamowitego przyspieszenia. Chęć działania wręcz ją rozsadzała od środka. Przydałaby się daweczka i dla mnie, bo niby mam dużo czasu ale jakoś mi się on rozłaaaazi...
Stanęłam na wadze, przekroczyłam już 70 kilo. O-MAJ-GAD! To jakiś koszmar, przecież jem tyle co nic, a ciągle jest mnie więcej i więcej i więcej...
Pojutrze egzamin a ja nadal w lesie. Nie potrafię się zmotywować. Już dawno od niczego mnie tak nie odrzucało, jak od tej wiedzy, którą powinnam przyswoić.
Ale gdzieś tam, wewnątrz mnie tli się chęć, by wreszcie (po raz n-ty, ale trzeba wierzyć, że tym razem się uda) wziąć się za siebie, wziąć się z życiem za bary...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz