No to przepadłam. Znalazłam masę ciekawych blogów na temat nauki języków... Wczoraj zarwałam nockę i przeczytałam pierwszy, dzisiaj drugi (już prawie południe a ja jeszcze z betów nie wyszłam). Cholera, a miałam porządnie posprzątać mieszkanie (wczoraj się nie posprzątało, kiedy ja jeździłam po urzędach m.in z jego papierami, wystarczy że zrobił obiad, prawda? Kuchnię sprzątnęłam sama), zrobić zakupy, obiad, napisać aplikację do pracy i - co najważniejsze - pouczyć się solidnie. Pouczyć, a nie poczytać o tym jak się uczyć! Ech... Nie mówiąc już o tym, że mam kolejne dwa kilo w górę i ciągle czuję ssanie w żołądku. Dziwne, nie mam prawa być głodna a mnie ssie. Co się dzieje?
wtorek, 22 lutego 2011
piątek, 18 lutego 2011
Żal
Łączymy się w pary, wiążemy się z kimś trochę z wyrachowania, żeby miał nam kto podać tę przysłowiową szklankę herbaty.
Mam, co chciałam, nie powinnam narzekać. Mam swojej herbaty ile zapragnę. Szkoda tylko, że pranie powiesisz mi żebym nie musiała wychodzić z gorączką na balkon) "później" i to pod warunkiem, że jutro Ci przypomnę. Szkoda tylko, że jutro będę musiała zrobić zakupy, bo Ty nie wiesz, że chleb sam do domu nie przychodzi...
Wiesz co? Herbatę też sama sobie zrobię
Mam, co chciałam, nie powinnam narzekać. Mam swojej herbaty ile zapragnę. Szkoda tylko, że pranie powiesisz mi żebym nie musiała wychodzić z gorączką na balkon) "później" i to pod warunkiem, że jutro Ci przypomnę. Szkoda tylko, że jutro będę musiała zrobić zakupy, bo Ty nie wiesz, że chleb sam do domu nie przychodzi...
Wiesz co? Herbatę też sama sobie zrobię
wtorek, 15 lutego 2011
Walczę
Egzamin w zasadzie zdał się sam. Ech, żeby wszystko był takie proste...
Nieślubny po próbnym tygodniu nie dostał pracy. Jedynym plusem jest fakt, że wpadło parę złotych. Zawsze coś, choć niespecjalnie nas to ratuje. W jednej chwili chęć jakiegokolwiek działania, jakiejkolwiek walki o siebie została zabita. Znów uciekłam pod kocyk. Z oczu lał się żal do świata i brak nadziei że cokolwiek się zmieni, a ja sama próbowałam nie być. Instynkt kłuł szpilami w sumienie, kiedy widziałam smutne oczy Miszki, który nie powinien widzieć mnie w tym stanie. A niemoc z instynktem wygrywała. Nieślubnemu było przykro wiem, mówił o wyrzutach sumienia...
Wstałam przed wieczorem, wbrew chęci by zamieszkać pod tym kocem na miesiąc albo i dłużej - do czasu aż koło fortuny nie przetoczy się o 180 stopni. Wstałam, bo ktoś musiał zadbać o pieczywo na jutro dla Miszki do szkoły. Wstałam, bo cokolwiek by nie mówił tak naprawdę jestem sama. Mogę sobie płakać ile chcę. I będzie pocieszał i będzie obiecywał, że razem to przetrwamy. Ale nawet pieprzonej kolacji za mnie nie zrobi.
Nieślubny po próbnym tygodniu nie dostał pracy. Jedynym plusem jest fakt, że wpadło parę złotych. Zawsze coś, choć niespecjalnie nas to ratuje. W jednej chwili chęć jakiegokolwiek działania, jakiejkolwiek walki o siebie została zabita. Znów uciekłam pod kocyk. Z oczu lał się żal do świata i brak nadziei że cokolwiek się zmieni, a ja sama próbowałam nie być. Instynkt kłuł szpilami w sumienie, kiedy widziałam smutne oczy Miszki, który nie powinien widzieć mnie w tym stanie. A niemoc z instynktem wygrywała. Nieślubnemu było przykro wiem, mówił o wyrzutach sumienia...
Wstałam przed wieczorem, wbrew chęci by zamieszkać pod tym kocem na miesiąc albo i dłużej - do czasu aż koło fortuny nie przetoczy się o 180 stopni. Wstałam, bo ktoś musiał zadbać o pieczywo na jutro dla Miszki do szkoły. Wstałam, bo cokolwiek by nie mówił tak naprawdę jestem sama. Mogę sobie płakać ile chcę. I będzie pocieszał i będzie obiecywał, że razem to przetrwamy. Ale nawet pieprzonej kolacji za mnie nie zrobi.
Etykiety:
kiria ego,
sowa domowa,
z pamiętnika bezrobotnej
piątek, 11 lutego 2011
Co by tu najpierw...
Znów ta sama pułapka - za dużo chcę zrobić i w konsekwencji nie robię nic. W tej chwili najbardziej odbija się to na jutrzejszym egzaminie - czarno to widzę. Za to uporządkowałam kolejną porcję plików do nauki greckiego - został mi tylko milion, ale co tam:D No jak mam się uczyć o jakichś pieprzonych wektorach, siłach więzach i czymśtam jeszcze, skoro mam pomysł na nowego bloga? Skoro dwa greckie blogi leżą odłogiem a ja mam wenę na naukę greckiego? Skoro już są podane terminy egzaminów z języka a ja sobie obiecałam, że jeśli znajdę prace przed terminem zgłoszeń, to jadę spróbować swoich sił? A przecież jeszcze muszę obiad zrobić, posprzątać... No i przecież postanowiłam, że schudnę nie czekając aż będzie mnie stać na basen, owocki, warzywka i lekkie potrawy, więc macham kończynami w różnych kierunkach, kicam, tańczę i ogólnie wyginam śmiało ciało starając się wytrzepać w kosmos ten pieprzony tłuszcz. No więc nie ma szans,żebym wyrobiła się z tą mechaniką do jutra!
Etykiety:
kiria ego,
sowa domowa,
z pamiętnika bezrobotnej
czwartek, 10 lutego 2011
Trzeba by...
W jednej z książek przeczytanych ostatnio, szalony psychiatra przepisał dziewczynie jakieś prochy, po których dostała niesamowitego przyspieszenia. Chęć działania wręcz ją rozsadzała od środka. Przydałaby się daweczka i dla mnie, bo niby mam dużo czasu ale jakoś mi się on rozłaaaazi...
Stanęłam na wadze, przekroczyłam już 70 kilo. O-MAJ-GAD! To jakiś koszmar, przecież jem tyle co nic, a ciągle jest mnie więcej i więcej i więcej...
Pojutrze egzamin a ja nadal w lesie. Nie potrafię się zmotywować. Już dawno od niczego mnie tak nie odrzucało, jak od tej wiedzy, którą powinnam przyswoić.
Ale gdzieś tam, wewnątrz mnie tli się chęć, by wreszcie (po raz n-ty, ale trzeba wierzyć, że tym razem się uda) wziąć się za siebie, wziąć się z życiem za bary...
Stanęłam na wadze, przekroczyłam już 70 kilo. O-MAJ-GAD! To jakiś koszmar, przecież jem tyle co nic, a ciągle jest mnie więcej i więcej i więcej...
Pojutrze egzamin a ja nadal w lesie. Nie potrafię się zmotywować. Już dawno od niczego mnie tak nie odrzucało, jak od tej wiedzy, którą powinnam przyswoić.
Ale gdzieś tam, wewnątrz mnie tli się chęć, by wreszcie (po raz n-ty, ale trzeba wierzyć, że tym razem się uda) wziąć się za siebie, wziąć się z życiem za bary...
wtorek, 8 lutego 2011
Gorzej
Misza wróci albo za godzinę, albo za chwilę - w zależności czy będzie miał dodatkowe zajęcia. Dzisiaj też nie posprzątałam, nawet nie wiem od czego zacząć. Obiadu nie ma, ale chociaż zakupy zrobiłam. W sobotę egzamin - nawet nie udaję że się uczę choć wiem, że powinnam.
Nie palę dwunasty dzień, bo nie mam na fajki. Wypłukałam wszystkie słoiki - starczyło na oszukaną kawę. Od dzisiaj odstawiam i ten nałóg. Co jeszcze? Z czego jeszcze mam zrezygnować? Włosy myję raz na tydzień, chyba że muszę gdzieś wyjść. Na czym jeszcze mam oszczędzić i jak?
Czekam aż PUP przeleje zasiłek - zapłacę czynsz. Skąd mam wziąć na dopłatę do ogrzewania - nie mam pojęcia. Pomyślę o tym jutro.
Nie palę dwunasty dzień, bo nie mam na fajki. Wypłukałam wszystkie słoiki - starczyło na oszukaną kawę. Od dzisiaj odstawiam i ten nałóg. Co jeszcze? Z czego jeszcze mam zrezygnować? Włosy myję raz na tydzień, chyba że muszę gdzieś wyjść. Na czym jeszcze mam oszczędzić i jak?
Czekam aż PUP przeleje zasiłek - zapłacę czynsz. Skąd mam wziąć na dopłatę do ogrzewania - nie mam pojęcia. Pomyślę o tym jutro.
wtorek, 1 lutego 2011
Tworzę? Myślę? Jestem?
Otworzyłam pendrive ze szkicami blogowych zapisów. Coś się pokiciało z kodowaniem przy zapisywaniu i żadnym sposobem do plików dostać się nie można. Ładnych parę tygodni zapisków... Zadziwiające ale szlag mnie nie trafił, chociaż było blisko. W pewnym momencie doszłam do wniosku, że nawet nie wiem, nie pamiętam, co tam było, a zatem pewnie nic ważnego. W skrócie pewnie wyglądało to tak:
Nie mam pracy, za to mam czas, który efektywnie wykorzystam
Nie mam czasu, bo nic mi się nie chce, i dni mi się rozłażą
Och, co to będzie, przecież nie mam pracy
Nie mam pracy ale przecież sobie poradzę
Życie nie ma sensu, nie mam pracy. - W sumie chyba mała strata.
Tylko nasuwa mi się pytanie, po co w ogóle pisać, skoro to wszystko takie nieważne. W ogóle jakoś strasznie pokomplikowałam sobie życie na starość, nawet blogowanie... Kiedyś było takie proste. Siadałam i pisałam. Z sensem, bez sensu, smutno i śmiesznie. Dla siebie i dla przyjaciół. Bez analizy: Po co? Czy mogę? Czy tak a może inaczej?
Zdecydowanie za dużo myślę
Nie mam pracy, za to mam czas, który efektywnie wykorzystam
Nie mam czasu, bo nic mi się nie chce, i dni mi się rozłażą
Och, co to będzie, przecież nie mam pracy
Nie mam pracy ale przecież sobie poradzę
Życie nie ma sensu, nie mam pracy. - W sumie chyba mała strata.
Tylko nasuwa mi się pytanie, po co w ogóle pisać, skoro to wszystko takie nieważne. W ogóle jakoś strasznie pokomplikowałam sobie życie na starość, nawet blogowanie... Kiedyś było takie proste. Siadałam i pisałam. Z sensem, bez sensu, smutno i śmiesznie. Dla siebie i dla przyjaciół. Bez analizy: Po co? Czy mogę? Czy tak a może inaczej?
Zdecydowanie za dużo myślę
Subskrybuj:
Posty (Atom)