wtorek, 23 listopada 2010

Jak zwykle

Jak zwykle mam w głowie milion "muszę", "powinnam", "trzeba", z którymi nic nie robię.
Jak zwykle dzień przecieka przez palce w objęciach książki. Dobrze jest pożyć chwilę życiem innych. Z każdą kolejną stroną problemy same się rozwiązują lub komplikują, zależnie od zamysłu autora. Nie trzeba myśleć, podejmować decyzji...
Myślę o sobie. Nie jestem bohaterką książki. Nic się samo nie stanie. Trzeba działać. Ale jak? W którą pójść stronę? Powinnam zrobić coś ze sobą. Nie mam szans na sukces, kiedy wyglądam i czuję się jak kupka nieszczęścia. Powinnam wyglądać jak milion dolarów, tylko jak to osiągnąć z pustym portfelem i z perspektywą, że z każdym dniem będzie tylko gorzej?

niedziela, 21 listopada 2010

Huśtawka

W górę i w dół. Od przerostu energii do totalnej depresji, czyli norma.
Obecnie pozbierałam się na tyle, by ułożyć włosy i wyleźć wreszcie na zakupy. Poza tym zrobiłam pranie, które ostatnio też mnie przestało i to by było tyle sukcesów na dzień dzisiejszy.
Zbliża się koniec roku, więc porządkuję trochę notatki, kalendarze, takie tam bzdury, by samą siebie oszukać, że coś robię. Na więcej nie mam siły ani tym bardziej ochoty.
Praca jest, to nieprawda, że jej nie mam. Ale ja wybrzydzam. Nie chcę się znowu bawić w sprzedaż. Za głupotę uważam zachodnie standardy, procedury, tajemniczych klientów, punkty, rankingi i cały ten cholerny wyścig szczurów. To nie jest mój świat, ja jestem z innej bajki.
Boję się ugrzęznąć na kolejnych kilka lat w czymś, czego nie trawię. Ale czy mogę sobie pozwolić na czekanie na pracę idealną? Tym bardziej, że sama nie wiem, czym dla mnie jest praca idealna? A żyć za coś trzeba...

sobota, 13 listopada 2010

A jednak do przodu

A jednak do przodu
Udało mi się ślicznie wysprzątać mieszkanie. Przypłaciłam to nawrotem uczulenia na dłoniach, ale mimo denerwującego swędzenia i szczypania jestem z siebie bardzo zadowolona. Teraz z braku innych zajęć, skupiam się na tym, by utrzymać ten stan. Przykro tylko, że jestem jedyną osobą w domu, której na tym zależy. Moi panowie ciągle ze zdumieniem patrzą na moją krzątaninę...
Skoro Plan Doprowadzenia Chatki został wykonany, pora na realizację następnego, czyli pora doprowadzić do ładu siebie. Jak już wspominałam nie stać mnie, by zrobić się na "milion dolarów", ale może chociaż na stówkę? Na pierwszy ogień idzie to, co rzuca się w oczy najbardziej, czyli włosy. Właśnie nałożyłam farbę i czekam na efekt. Tak jak z mieszkaniem. Pomalutku, etapami, doprowadzić się do stanu zadowalającego, a potem utrzymać. Nie pozwolić sobie na ponowne zapuszczenie się.
Jednocześnie, równie metodycznie przysiadam do greckiego. Zgodnie z sugestią Ani, pora przymierzyć się do pisania wypracowań. A skoro o wypracowaniach mowa, trzeba pozbyć się wiszącego nade mną widma prac zaliczeniowych do szkoły. Z tym idzie mi najgorzej, ale dam radę.
Podsumowując, jest nieźle. Posiadanie większej ilości wolnego czasu zdecydowanie ma swoje dobre strony!

piątek, 12 listopada 2010

Inaczej

To niesamowite jak czas potrafi zmienić ludzi. Nie wiem, kto jest winien i niewielkie ma to dla mnie znacznie. Może po prostu od początku nie byliśmy dla siebie i tylko potrzebowaliśmy czasu, by to zrozumieć? Dziś już wiem, co znaczy powiedzenie, że od samotności gorsza jest tylko samotność we dwoje.
Boli. Wszystko. Pewnie ma rację, kiedy mówi, że jestem egoistką. Może to ja powinnam o nas powalczyć, zamiast "wspaniałomyślnie" dawać mu szansę, żeby wszystko naprawił.
Tylko czy jest co naprawiać, skoro kiedyś byłam najfajniejsza na świecie, a teraz powinnam się leczyć?

czwartek, 11 listopada 2010

I w dół

Dobrej energii starczyło mi zaledwie na tydzień. Kiedy zgasło światełko nadziei, bo E. powiedziała, że u niej w firmie na razie brak zapotrzebowania na nowych ludzi, coś we mnie pękło. W jednym momencie pozbyłam się naiwnych złudzeń, że wszystko będzie dobrze. Przejrzałam na oczy i zdałam sobie sprawę, że w Internecie pracy nie znajdę, w Urzędzie Pracy tym bardziej. Trzeba zrobić porządek z CV i przelecieć się po firmach (tylko jakich?) mając świadomość, że i tak dokumenty wylądują w koszu. Znajomości nie mam żadnych, ba, ja na nawet nie mam znajomych! Czarno to wszystko widzę...
Tymczasem robię swoje. Mieszkanie zaczyna przeglądać na oczy. Oglądam sobie serial po grecku w Internecie. Dobrze, że czytałam wcześniej książkę, dzięki temu nawet jeśli nie wszystkie dialogi dobrze rozumiem, nie tracę wątku. Ciągle jeszcze goni mnie moja rozlazłość, przez co brakuje mi czasu na porządną naukę języka, czy napisanie prac do szkoły.
Złośliwość świata też daje się we znaki. Kiedy pracowałam, co rusz pojawiały się okazje do zrobienia różnego rodzaju kursów czy szkoleń. Za darmo lub za grosze. Problemem był czas. Teraz z kolei okazje się skończyły, nic się nie dzieje. A ja tak chciałabym wykorzystać jakoś konstruktywnie to przymusowe wolne. W życiu rzadko jest tak jakby się tego chciało, a ja ciągle nie umiem się do tego przyzwyczaić.

środa, 10 listopada 2010

Finansowo

Właściwie zmaganie się z kwestiami finansowymi to dla mnie nic nowego. Jedyna nowość polega na tym, że przychody jakie będę teraz osiągać, nie wystarczą nawet na bieżące opłaty. Stoję przed poważnym dylematem, jak zagospodarować to co mam. Zrobić porządne zakupy, zapasy kosmetyków, środków czystości, zapakować zamrażarkę po brzegi, zrobić porządek z samochodem dopóki są jakieś środki na to, czy raczej wydawać minimalne kwoty kupując to, co absolutnie niezbędne.
Ciężko podejmować jakiekolwiek decyzje nie mając żadnych danych. Nie wiedząc czy ta sytuacja jest przejściowa, czy trzeba raczej przyzwyczajać się do tego stanu, bo będzie trwać dłużej, może zawsze.
Działam na oślep, wpadam ze skrajności w skrajność... Zapowiadają się ekstremalne czasy...

wtorek, 9 listopada 2010

Przemyślątka

Jak zwykle mam w głowie milion "muszę", "powinnam", "trzeba", z którymi nic nie robię.
Jak zwykle dzień przecieka przez palce w objęciach książki. Dobrze jest pożyć chwilę życiem innych. Z każdą kolejną stroną problemy same się rozwiązują lub komplikują, zależnie od zamysłu autora. Nie trzeba myśleć, podejmować decyzji...
Myślę o sobie. Nie jestem bohaterką książki. Nic się samo nie stanie. Trzeba działać. Ale jak? W którą pójść stronę? Powinnam zrobić coś ze sobą. Nie mam szans na sukces, kiedy wyglądam i czuję się jak kupka nieszczęścia. Powinnam wyglądać jak milion dolarów, tylko jak to osiągnąć z pustym portfelem i z perspektywą, że z każdym dniem będzie tylko gorzej?

poniedziałek, 8 listopada 2010

Odzyskać kontrolę

Oszaleję jak tak dalej pójdzie. Mam już dosyć. Życia świata i samej siebie. Dotąd świat toczył się swoim torem a ja spędzałam życie w pracy. Teraz wcale nie jest lepiej. Każda próba działania z mojej strony natrafia na opór przeciwności. Chce mi się płakać, krzyczeć i tłuc głową w ścianę. Jestem wściekła.
I dobrze. Wzrost ciśnienia stawia mnie na równe nogi. Staję do walki. Na początek porządek. Odkopać spod kurzu i brudu to co istotne, wyrzucić rzeczy zbędne. W domu, w głowie i torebce. Oczyścić przestrzeń dla dalszego działania.

piątek, 5 listopada 2010

Czas

Dziwne jest to pojęcie czasu. Ile by go nie było, zawsze jest za mało. Mija dzień za dniem "na wolności" a ja nadal stoję w miejscu. Niby nie całkiem, bo przecież ruszyłam trochę z greckim, piszę, czytam coś, nawet udało mi się odgruzować nasz pokój, bo strasznie zaniedbałam sprzątanie. I wyprasowane mam wszystko, teraz piorę z uporem maniaka, żeby było co robić w przyszłości, hihi.
Chciałam doprowadzić mieszkanie do połysku dopóki nie pracuję, ale w związku z tym, że nie wiem ile to jeszcze potrwa, zawsze znajdzie się jakiś pretekst, by wszystko odkładać na później. Jutro i pojutrze mam szkołę, więc znów nic nie zrobię. Zastanawiam się, czy ta szkoła to był dobry pomysł. Niektóre rzeczy są dość ciekawe, ale większość czasu spędzam na bezmyślnym notowaniu i kompletnie nie rozumiem co w ogóle piszę. Grupa jest dziwna, każdy istnieje sam sobie, nie można doprosić się materiałów, które maiły być wszystkim wysłane. Cóż, nie płacę za tę szkołę, więc chodzę, może uda mi się ją skończyć, zdobyć kolejny papier, który - kto wie - może kiedyś się przyda?

środa, 3 listopada 2010

Bezrobotna

Z tym wolnym czasem trochę przesadziłam. Zapomniałam, ile zajmują wycieczki po urzędach. Ale nic to, trzeba pozałatwiać wszystko jak najszybciej, by potem móc cieszyć się lenistwem. Zapłacą mi za niewykorzystany urlop, więc mogę na razie czuć się "na urlopie". Zarejestrowałam się w PUP i mam oficjalny status bezrobotnego. W grudniu dostanę pierwszy zasiłek w okolicach 500 zł. Nie zastanawiam się jeszcze, czy śmiać się, czy płakać. Na razie mam co robić.

wtorek, 2 listopada 2010

Wolne

No i stało się. Jeszce rano narzekałam, że znów muszę do pracy, do mojej krainy absurdu, upierdliwych klientów, niereformowalnych szefów i niemożliwych do zrobienia limitów sprzedażowych.
Dwie godziny później dzwoniłam do Nieślubnego i śpiewałam mu do słuchawki: "Kochanie, wczoraj zwolnili mnie z pracy..."
Tak naprawdę nie zwolnili, tylko nie przedłużyli umowy. Z uwagi na fatalną sytuację firmy (która nie była na tyle fatalna, by odmówić sobie urlopów w Egipcie i Irlandii) .. a tobie kończy się umowa (dlatego pół roku temu zatrudniliśmy pracownika by zdążyć go wyszkolić na twoje miejsce)... bla, bla, bla ...
Dużo by można gadać, ale po co. Niezależnie od obiektywizmu z jakim patrzę na sytuację i tak będę brzmieć jak rozżalona i pełna poczucia krzywdy zwolniona pracownica.
Faktem jest, że po czterech latach współpracy można było zachować się po ludzku, a nie kazać mi wierzyć ostatniego dnia, że wszystko jest w porządku, a potem zamiast z nową umową przyjeżdżać ze świadectwem pracy. No ale nie o mnie to w końcu świadczy... W końcowych rozliczeniach oczywiście mnie oszukano, ale na to też spuśćmy zasłonę milczenia. Jak się ocenia ludzi swoją mairą i wierzy, że wywiążą się oni ze swoich zobowiązań, to się potem klepie wciąż tę samą biedę.
No i jestem wolna. Zero ciśnienia. Mam mnóstwo czasu. Mogę sprawdzać dziecku lekcje, pójść na wywiadówkę, sprzątać, gotować obiadki, robić pazurki, czytać, pisać i uczyć się greckiego. Podjęto za mnie decyzję, do której w poczuciu odpowiedzialności finansowej za siebie i dziecko nie byłam zdolna.
Oczywiście - tłucze się po głowie pytanie; "Co dalej?" Tym bardziej, że Nieślubny też nie pracuje, ale... Pomyślę o tym jutro. Dziś cieszę się wolnością.