Kolejny urlop okazał się porażką, prawie dokładnie w ten sam sposób co poprzedni. I jak w zeszłym roku problemem był brak samochodu, tak w tym posiadanie czterech kółek w niczym nie pomogło. Nie miałam wielkich oczekiwań. Chciałam po prostu odpocząć, zająć się nicnierobieniem, wygrzać się w słonku.
Tymczasem wpakowaliśmy się w remont. Już od dawna marudziłam, że nie da się mieszkać w tym domu, brudnym, odrapanym, zaniedbanym, któremu nawet sprzątanie niewiele pomaga. I tak z okazji posiadania czasu spontanicznie orzekliśmy, że zrobimy w końcu łazienkę. Ja rozgrzebywałam, pozbywałam się starego wystroju, Nieślubny remontował, potem ja – kiedy on był w pracy sprzątałam. I tak sprzątając pewnego dnia po tynkowaniu łazienki, naszło mnie by zedrzeć stare tapety w naszym salonie – wobec powyższego remont z łazienki przeniósł się do salonu i zabrał więcej czasu niż było w planach.
Na domiar złego w te dni, kiedy dla mnie nie było nic do roboty i musiałam czekać na Nieślubnego, zawsze wyskoczyło „coś”. Albo nie było odpowiedniej pogody do plażowania, albo trzeba było zająć się załatwianiem miliona arcyważnych spraw. I nagle urlop się skończył, a ja nadal niezadowolona z życia, zmęczona, akumulatory nienaładowane.
Na pociechę mam fakt, że mieszkanie przejrzało na oczy, odwaliliśmy kawał dobrej roboty. Staliśmy się szczęśliwymi posiadaczami ślicznej nowej szafy, stare graty powywalaliśmy. Jest zdecydowanie lepiej.
Poza tym, z uwagi na dopadający mnie syndrom trzydziestki – powzięłam decyzję o zapisaniu się do szkoły. Będę się uczyć na technika BHP. Doszłam do wniosku, że nie ma co tego odkładać, bo „odpowiedni czas” pewnie nigdy nie nadejdzie. Przestałam zastanawiać się jak to pogodzę z pracą, z domem. Po prostu idę i już!
Tymczasem wpakowaliśmy się w remont. Już od dawna marudziłam, że nie da się mieszkać w tym domu, brudnym, odrapanym, zaniedbanym, któremu nawet sprzątanie niewiele pomaga. I tak z okazji posiadania czasu spontanicznie orzekliśmy, że zrobimy w końcu łazienkę. Ja rozgrzebywałam, pozbywałam się starego wystroju, Nieślubny remontował, potem ja – kiedy on był w pracy sprzątałam. I tak sprzątając pewnego dnia po tynkowaniu łazienki, naszło mnie by zedrzeć stare tapety w naszym salonie – wobec powyższego remont z łazienki przeniósł się do salonu i zabrał więcej czasu niż było w planach.
Na domiar złego w te dni, kiedy dla mnie nie było nic do roboty i musiałam czekać na Nieślubnego, zawsze wyskoczyło „coś”. Albo nie było odpowiedniej pogody do plażowania, albo trzeba było zająć się załatwianiem miliona arcyważnych spraw. I nagle urlop się skończył, a ja nadal niezadowolona z życia, zmęczona, akumulatory nienaładowane.
Na pociechę mam fakt, że mieszkanie przejrzało na oczy, odwaliliśmy kawał dobrej roboty. Staliśmy się szczęśliwymi posiadaczami ślicznej nowej szafy, stare graty powywalaliśmy. Jest zdecydowanie lepiej.
Poza tym, z uwagi na dopadający mnie syndrom trzydziestki – powzięłam decyzję o zapisaniu się do szkoły. Będę się uczyć na technika BHP. Doszłam do wniosku, że nie ma co tego odkładać, bo „odpowiedni czas” pewnie nigdy nie nadejdzie. Przestałam zastanawiać się jak to pogodzę z pracą, z domem. Po prostu idę i już!