piątek, 21 maja 2010

Biegnąca z fochami

Te same pytania, wciąż bez odpowiedzi. Irracjonalność tego stanu dobija podwójnie, bo przecież nie ma powodu by tak się czuć. Zmęczenie przytłaczające ciężkim głazem jakikolwiek przebłysk chęci działania. Strach przed anormalnością i ewentualnymi konsekwencjami przedłużającego się przygnębienia. Monologi i dyskusje - wciąż te same - mające pomóc w zrozumieniu i znalezieniu lekarstwa, a tak naprawdę nakręcające spiralę swym natręctwem. Równia pochyła.
Paradoksalnie "ciche dni" w domu stały się lekarstwem. Pozostawiona sama sobie, wściekła na cały świat, obrażona i zbuntowana. "Nie potrzebuję nikogo! Poradzę sobie sama!" - Bojowy okrzyk rozkapryszonej dziewczynki każe zerwać się bladym świtem z łóżka i biec realizując po drodze plan, który ma potwierdzić, że "A właśnie będzie tak jak ja chcę!" Głowa zaprzątnięta planowaniem nie ma już miejsca na roztrząsanie własnych stanów emocjonalnych. Życie pomału zaczyna przypominać życie, a nie jakąś papkę marazmu. Na wydętych w pogardliwym prychnięciu ustach coraz częściej pojawia się kpiący uśmieszek "Co, ja nie dam rady?"
Właściwie nic się nie zmieniło. Nadal nie ma czasu, nadal brakuje możliwości na łatwe spełnienie marzeń, wciąż finanse stanowią przeszkodę we właściwie wszystkim. Ale co z tego? "I tak zrobię swoje!"
Co można zrobić, kiedy nagle odkrywasz, że dwa tygodnie ślęczenia nad słownikiem odeszły w niebyt, bo przez pomyłkę nie zapisałaś pliku?
a) załamać się i uciec z płaczem pod kołdrę
b) skląć cały świat i znaleźć "winnego", bo "przez Ciebie tego nie zapisałam", po czym obrazić się i rzucić tę naukę w cholerę
c) westchnąć, zapalić papierosa, następnie otworzyć nowy plik i słownik:D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz