niedziela, 21 lutego 2010

Zima

Śnieg przykrył świat grubą białą puchową i zimną pierzyną. Dni składają się wyłącznie z burych poranków i czarnych wieczorów. Była cudnym kwiatem w jego dłoniach, lecz zastygła w bezruchu jak brudna brudna pryzma śniegu na poboczu drogi. Nie roztopi jej gorąca kawa, którą jej podaje. Bez szczypty czułości ma podły smak.
Ciemno i cicho. Nie słychać już śmiechu i przekomarzania. Zimno bo tylko czasem obijają się o siebie zderzając przypadkiem na wspólnej przestrzeni. Nie ocierają się już o siebie zmysłowo w ciasnym korytarzu.
Tęskni za nim. Wołała go nie raz. Nie słyszał w naciągniętej na uszy czapie. Zachrypła zupełnie i straciła głos.
Nie chce czekać do wiosny z nadzieją, że ta oświetli i ogrzeje ich dom. Za bardzo boi się, że do tego czasu zamarzną nieodwracalnie.
Brak jej sił, bi ciągnąć go bezwolnego za sobą. Nie uniesie bezwładnego mężczyzny na swoich barkach. Musi więc sama iść na spotkanie wiosny i liczyć na to, że on się obudzi i pójdzie za nią.

4 komentarze:

  1. ciezko mi sie odnosic do starych stanow emocjonalnych, krzyczec nie musze, bo wać panna naprostowana :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wiesz, najgorsze jest to, że właściwie ciągle piszę to samo, bo to samo przezywam, także jeszcze pewnie do tematu wrócimy
    A wiosna przyszła, więc jakoś lepiej:D

    OdpowiedzUsuń
  3. ja to ci wyciagne te wszystkie teksty jak trzeba bedzie ;p

    OdpowiedzUsuń
  4. nic nie wyciągaj, nie katuj się grzebaniem w moich dołach:D

    OdpowiedzUsuń