Słowa kotłują mi się w duszy tworząc niemożliwą do rozsupłania plątaninę. Szukając ujścia, chcą wyjść na powierzchnię, wymknąć się każdym porem skóry. Nie panuje nad nimi umysł, jak kokon szczelnie opleciony prawdziwymi i wyimaginowanymi problemami. Organizm oczyszcza się ze słów bez udziału świadomości. Rzygam nimi na klawiaturę. Emocje, myśli z ostatnich tygodni. Jak po imprezie. Jeśli nie zadbasz o umiar - zwrócisz w końcu całe menu. Ale kto w takiej sytuacji przejmuje się zawartością?
wtorek, 23 lutego 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
ja -zawsze
OdpowiedzUsuńSkoro tak, to czy wolno mi? Czy mam prawo w imię własnego oczyszczenia zalewać tym potokiem słów każdą drogą mi duszę?
OdpowiedzUsuń