Uczę się. Całe życie. Myślałam, że wiem już wszystko. Ta pycha mogła mnie zgubić. Podstępnie i niezauważalnie. Kazała mi wierzyć, poddać się rzeczywistości bez walki. Zasłoniła oczy apaszką miłości, dlatego nie widziałam, jak dzień po po dniu przestaję kochać siebie.
Patrzę dziś w lustro i widzę brzydką, grubą, zmęczoną kobietę. Zaglądam w jej umysł - pustka. Zaglądam w jej serce i widzę ogromny smutek. Zaglądam w jej duszę i widzę strach.
Zdejmuję z oczu apaszkę zawiązaną przez miłość. Patrzę w lustro jeszcze raz. Tym razem dostrzegam coś jeszcze. Tam na dnie duszy ledwo tli się maleńka iskierka. Iskierka życia, iskierka, która pali światło w oczach, wplata wiatr we włosy. Ona każe biec wciąż naprzód, chcieć wciąż więcej. Uśmiechać się do płatka śniegu i śmiać się na całe gardło z życia i do życia. Nie pozwolę jej zgasnąć. Sprawię by ja i ta w lustrze znów stały się jednością.
Pokocham siebie na nowo. Tylko wtedy będę prawdziwie kochać jego. Bez apaszki na oczach. Tylko wtedy on będzie mógł pokochać mnie znów. Łatwo nie będzie. Zbyt ważna jestem dla siebie samej, by prosić o jego miłość. O to, by ze chciał być ze mną, nie obok mnie. Czy zechce? Nie wiem. Wszystko w rękach czasu.
Odrzucam koc, prostuję kości zwinięte dotąd w kłębek. Wstaję z łóżka, podchodzę do okna. Otwieram je zamaszystym ruchem by nabrać w płuca życiodajnego tlenu. I krzyczę ile sił.
Życie! Wróciłam! Słyszysz???
Patrzę dziś w lustro i widzę brzydką, grubą, zmęczoną kobietę. Zaglądam w jej umysł - pustka. Zaglądam w jej serce i widzę ogromny smutek. Zaglądam w jej duszę i widzę strach.
Zdejmuję z oczu apaszkę zawiązaną przez miłość. Patrzę w lustro jeszcze raz. Tym razem dostrzegam coś jeszcze. Tam na dnie duszy ledwo tli się maleńka iskierka. Iskierka życia, iskierka, która pali światło w oczach, wplata wiatr we włosy. Ona każe biec wciąż naprzód, chcieć wciąż więcej. Uśmiechać się do płatka śniegu i śmiać się na całe gardło z życia i do życia. Nie pozwolę jej zgasnąć. Sprawię by ja i ta w lustrze znów stały się jednością.
Pokocham siebie na nowo. Tylko wtedy będę prawdziwie kochać jego. Bez apaszki na oczach. Tylko wtedy on będzie mógł pokochać mnie znów. Łatwo nie będzie. Zbyt ważna jestem dla siebie samej, by prosić o jego miłość. O to, by ze chciał być ze mną, nie obok mnie. Czy zechce? Nie wiem. Wszystko w rękach czasu.
Odrzucam koc, prostuję kości zwinięte dotąd w kłębek. Wstaję z łóżka, podchodzę do okna. Otwieram je zamaszystym ruchem by nabrać w płuca życiodajnego tlenu. I krzyczę ile sił.
Życie! Wróciłam! Słyszysz???
Glosniej Danka!!!
OdpowiedzUsuńAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAaa!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
OdpowiedzUsuńbardzo ladnie :D
OdpowiedzUsuństaram się:D
OdpowiedzUsuń