Słowa kotłują mi się w duszy tworząc niemożliwą do rozsupłania plątaninę. Szukając ujścia, chcą wyjść na powierzchnię, wymknąć się każdym porem skóry. Nie panuje nad nimi umysł, jak kokon szczelnie opleciony prawdziwymi i wyimaginowanymi problemami. Organizm oczyszcza się ze słów bez udziału świadomości. Rzygam nimi na klawiaturę. Emocje, myśli z ostatnich tygodni. Jak po imprezie. Jeśli nie zadbasz o umiar - zwrócisz w końcu całe menu. Ale kto w takiej sytuacji przejmuje się zawartością?
wtorek, 23 lutego 2010
poniedziałek, 22 lutego 2010
Otwórz oczy...
... bo jesteś świadkiem cudu. Oto na Twoich oczach rodzi się przyjaźń. Oto znów na Twej drodze postawiono odpowiedniego człowieka, właśnie tedy, kiedy najbardziej go potrzebowałeś.
Otwórz uszy, by w zgiełku codzienności móc usłyszeć wołanie o pomoc. Masz dług wobec Świata.
Otwórz serce, by inni mogli czerpać ze źródeł miłości.
Otwórz umysł, by zrozumieć cel. Nawet jeśli to przypadek, czy zbieg okoliczności, on na pewno czemuś służy.
Podarowano Ci coś. Zupełnie za darmo. Wykorzystaj to!
Otwórz uszy, by w zgiełku codzienności móc usłyszeć wołanie o pomoc. Masz dług wobec Świata.
Otwórz serce, by inni mogli czerpać ze źródeł miłości.
Otwórz umysł, by zrozumieć cel. Nawet jeśli to przypadek, czy zbieg okoliczności, on na pewno czemuś służy.
Podarowano Ci coś. Zupełnie za darmo. Wykorzystaj to!
niedziela, 21 lutego 2010
Zima
Śnieg przykrył świat grubą białą puchową i zimną pierzyną. Dni składają się wyłącznie z burych poranków i czarnych wieczorów. Była cudnym kwiatem w jego dłoniach, lecz zastygła w bezruchu jak brudna brudna pryzma śniegu na poboczu drogi. Nie roztopi jej gorąca kawa, którą jej podaje. Bez szczypty czułości ma podły smak.
Ciemno i cicho. Nie słychać już śmiechu i przekomarzania. Zimno bo tylko czasem obijają się o siebie zderzając przypadkiem na wspólnej przestrzeni. Nie ocierają się już o siebie zmysłowo w ciasnym korytarzu.
Tęskni za nim. Wołała go nie raz. Nie słyszał w naciągniętej na uszy czapie. Zachrypła zupełnie i straciła głos.
Nie chce czekać do wiosny z nadzieją, że ta oświetli i ogrzeje ich dom. Za bardzo boi się, że do tego czasu zamarzną nieodwracalnie.
Brak jej sił, bi ciągnąć go bezwolnego za sobą. Nie uniesie bezwładnego mężczyzny na swoich barkach. Musi więc sama iść na spotkanie wiosny i liczyć na to, że on się obudzi i pójdzie za nią.
Ciemno i cicho. Nie słychać już śmiechu i przekomarzania. Zimno bo tylko czasem obijają się o siebie zderzając przypadkiem na wspólnej przestrzeni. Nie ocierają się już o siebie zmysłowo w ciasnym korytarzu.
Tęskni za nim. Wołała go nie raz. Nie słyszał w naciągniętej na uszy czapie. Zachrypła zupełnie i straciła głos.
Nie chce czekać do wiosny z nadzieją, że ta oświetli i ogrzeje ich dom. Za bardzo boi się, że do tego czasu zamarzną nieodwracalnie.
Brak jej sił, bi ciągnąć go bezwolnego za sobą. Nie uniesie bezwładnego mężczyzny na swoich barkach. Musi więc sama iść na spotkanie wiosny i liczyć na to, że on się obudzi i pójdzie za nią.
sobota, 20 lutego 2010
Nie mam czasu
Coraz częściej i coraz bardziej boję się, że pewnego dnia obudzę się i okaże się, że jestem starą kobietą u schyłku życia i że jest już za późno na cokolwiek. Na marzenia, plany, pasje.
Zachłanna jestem. Tyle chcę wyszarpać od życia, tyle przeczytać, zobaczyć, dowiedzieć się, nauczyć, napisać.
Ładnie zaczęłam Nowy Rok. Skreśliłam z Listy Rzeczy Do Zrobienia parę istotnych punktów. A potem coś niedobrego się stało. Wpadłam w wir błędnych kół "nie mam siły", "nie da się", "jutro", "jak Nieślubny znajdzie pracę", "jak będzie więcej kasy", "jak schudnę", "na urlopie", "jak się wyśpię"...
I tak mija dzień za dniem i coraz trudniej wydostać się z pętli niemocy. I coraz większego wysiłku wymaga najzwyklejszy uśmiech, bo nie mam czasu na cokolwiek co mnie cieszy.
A to nie tak!
Nie mam czasu na czekanie na lepszy czas. On nie nadejdzie, bo najlepszy czas jest teraz. Dziś. W tej chwili.
Czas na decyzje - albo czegoś chcę od życia i wyszarpię to, albo godzę się z tym, co mam i nie narzekam. Więc jak?
Zachłanna jestem. Tyle chcę wyszarpać od życia, tyle przeczytać, zobaczyć, dowiedzieć się, nauczyć, napisać.
Ładnie zaczęłam Nowy Rok. Skreśliłam z Listy Rzeczy Do Zrobienia parę istotnych punktów. A potem coś niedobrego się stało. Wpadłam w wir błędnych kół "nie mam siły", "nie da się", "jutro", "jak Nieślubny znajdzie pracę", "jak będzie więcej kasy", "jak schudnę", "na urlopie", "jak się wyśpię"...
I tak mija dzień za dniem i coraz trudniej wydostać się z pętli niemocy. I coraz większego wysiłku wymaga najzwyklejszy uśmiech, bo nie mam czasu na cokolwiek co mnie cieszy.
A to nie tak!
Nie mam czasu na czekanie na lepszy czas. On nie nadejdzie, bo najlepszy czas jest teraz. Dziś. W tej chwili.
Czas na decyzje - albo czegoś chcę od życia i wyszarpię to, albo godzę się z tym, co mam i nie narzekam. Więc jak?
piątek, 19 lutego 2010
Come back
Uczę się. Całe życie. Myślałam, że wiem już wszystko. Ta pycha mogła mnie zgubić. Podstępnie i niezauważalnie. Kazała mi wierzyć, poddać się rzeczywistości bez walki. Zasłoniła oczy apaszką miłości, dlatego nie widziałam, jak dzień po po dniu przestaję kochać siebie.
Patrzę dziś w lustro i widzę brzydką, grubą, zmęczoną kobietę. Zaglądam w jej umysł - pustka. Zaglądam w jej serce i widzę ogromny smutek. Zaglądam w jej duszę i widzę strach.
Zdejmuję z oczu apaszkę zawiązaną przez miłość. Patrzę w lustro jeszcze raz. Tym razem dostrzegam coś jeszcze. Tam na dnie duszy ledwo tli się maleńka iskierka. Iskierka życia, iskierka, która pali światło w oczach, wplata wiatr we włosy. Ona każe biec wciąż naprzód, chcieć wciąż więcej. Uśmiechać się do płatka śniegu i śmiać się na całe gardło z życia i do życia. Nie pozwolę jej zgasnąć. Sprawię by ja i ta w lustrze znów stały się jednością.
Pokocham siebie na nowo. Tylko wtedy będę prawdziwie kochać jego. Bez apaszki na oczach. Tylko wtedy on będzie mógł pokochać mnie znów. Łatwo nie będzie. Zbyt ważna jestem dla siebie samej, by prosić o jego miłość. O to, by ze chciał być ze mną, nie obok mnie. Czy zechce? Nie wiem. Wszystko w rękach czasu.
Odrzucam koc, prostuję kości zwinięte dotąd w kłębek. Wstaję z łóżka, podchodzę do okna. Otwieram je zamaszystym ruchem by nabrać w płuca życiodajnego tlenu. I krzyczę ile sił.
Życie! Wróciłam! Słyszysz???
Patrzę dziś w lustro i widzę brzydką, grubą, zmęczoną kobietę. Zaglądam w jej umysł - pustka. Zaglądam w jej serce i widzę ogromny smutek. Zaglądam w jej duszę i widzę strach.
Zdejmuję z oczu apaszkę zawiązaną przez miłość. Patrzę w lustro jeszcze raz. Tym razem dostrzegam coś jeszcze. Tam na dnie duszy ledwo tli się maleńka iskierka. Iskierka życia, iskierka, która pali światło w oczach, wplata wiatr we włosy. Ona każe biec wciąż naprzód, chcieć wciąż więcej. Uśmiechać się do płatka śniegu i śmiać się na całe gardło z życia i do życia. Nie pozwolę jej zgasnąć. Sprawię by ja i ta w lustrze znów stały się jednością.
Pokocham siebie na nowo. Tylko wtedy będę prawdziwie kochać jego. Bez apaszki na oczach. Tylko wtedy on będzie mógł pokochać mnie znów. Łatwo nie będzie. Zbyt ważna jestem dla siebie samej, by prosić o jego miłość. O to, by ze chciał być ze mną, nie obok mnie. Czy zechce? Nie wiem. Wszystko w rękach czasu.
Odrzucam koc, prostuję kości zwinięte dotąd w kłębek. Wstaję z łóżka, podchodzę do okna. Otwieram je zamaszystym ruchem by nabrać w płuca życiodajnego tlenu. I krzyczę ile sił.
Życie! Wróciłam! Słyszysz???
piątek, 12 lutego 2010
O co chodzi?
Zadzwoniła szefowa - jak to ona - podczas największego natłoku klientów i spytała, czy mam jakiś pomysł na załatwienie sprawy tych moich nieszczęsnych przepracowanych sobót oraz, czy podpiszę jej zaległe listy obecności, jeśli mi za te nadgodziny wypłaci. Ba, pewnie, że podpiszę. Nie mam ciśnienia, by komukolwiek robić kuku. Jak ona wyprostuje sprawę, to i ja uznam ją za zamkniętą.
Kilka godzin później odwiedził mnie znajomy z pytaniem o radę i opinię. Bowiem moje szefostwo zadzwoniło do niego z propozycją pracy. Zaoferowali rewelacyjne warunki finansowe, bo miałby zastąpić dwie pracujące w tamtym oddziale firmy dziewczyny.
Telefon szefowej był dla mnie szczerze mówiąc dużym zaskoczeniem. W najśmielszych snach nie przypuszczałabym, że sama kiedykolwiek wróci do tematu. Jednak zastanawiam, się, czy dwa powyższe wydarzenia mają ze sobą związek. Ciekawe, czy przypadkiem, nie zanosi się na to, że szefowa chce wyczyścić sytuację i się mnie pozbyć. Może to z mojego oddziału ktoś ma polecieć?
Cóż, dopóki nie dostanę wypowiedzenia, nie zamierzam się martwić i katować wizjami ewentualnego przedłużającego się bezrobocia. Na razie patrzę na to tak, że nawet jeśli do tego dojdzie, to będę miała kopniaka, motywację do zmian, których i tak przecież pragnę.
Znajomy to dobry chłopak, powiedziałam mu szczerze, jakie widzę plusy i minusy tej pracy. Decyzję musi podjąć sam. Jeśli chcą mnie zwolnić, to zrobią to niezależnie od tego, czy on przyjmie ich ofertę.
Ciekawa jestem niezmiernie, jak to się skończy. Na razie muszę jeszcze przetrwać poniedziałkowe szkolenie, a potem zaczynam urlop. Nie mam zamiaru psuć go sobie, zastanawianiem się, czy będę miała dokąd wrócić za dwa tygodnie
Kilka godzin później odwiedził mnie znajomy z pytaniem o radę i opinię. Bowiem moje szefostwo zadzwoniło do niego z propozycją pracy. Zaoferowali rewelacyjne warunki finansowe, bo miałby zastąpić dwie pracujące w tamtym oddziale firmy dziewczyny.
Telefon szefowej był dla mnie szczerze mówiąc dużym zaskoczeniem. W najśmielszych snach nie przypuszczałabym, że sama kiedykolwiek wróci do tematu. Jednak zastanawiam, się, czy dwa powyższe wydarzenia mają ze sobą związek. Ciekawe, czy przypadkiem, nie zanosi się na to, że szefowa chce wyczyścić sytuację i się mnie pozbyć. Może to z mojego oddziału ktoś ma polecieć?
Cóż, dopóki nie dostanę wypowiedzenia, nie zamierzam się martwić i katować wizjami ewentualnego przedłużającego się bezrobocia. Na razie patrzę na to tak, że nawet jeśli do tego dojdzie, to będę miała kopniaka, motywację do zmian, których i tak przecież pragnę.
Znajomy to dobry chłopak, powiedziałam mu szczerze, jakie widzę plusy i minusy tej pracy. Decyzję musi podjąć sam. Jeśli chcą mnie zwolnić, to zrobią to niezależnie od tego, czy on przyjmie ich ofertę.
Ciekawa jestem niezmiernie, jak to się skończy. Na razie muszę jeszcze przetrwać poniedziałkowe szkolenie, a potem zaczynam urlop. Nie mam zamiaru psuć go sobie, zastanawianiem się, czy będę miała dokąd wrócić za dwa tygodnie
Subskrybuj:
Posty (Atom)