niedziela, 3 stycznia 2010

Świąteczne szczęście 2

Wiedziałam, że to zbyt piękne, by mogło być prawdziwe. Plan Przedświątecznych Porządków zrobiony. Realizowany krok po kroku. Z niewielkim nakładem sił, za to z narastającym poczuciem satysfakcji, kiedy wykreślałam, kolejne wykonane zadania z terminarza. Nawet żadna obsuwa w stosunku do Planu nie wyprowadzała z równowagi, ponieważ nadrabiałam wszystkie zaległości bez problemu.
I wtedy ten cholerny ząb przewrócił życie do góry nogami. W takim stanie nie można myśleć, a co dopiero działać. Kilka dni zwolnienia z pracy w niczym nie pomogło. Uziemiona w domu wypuszczałam się tylko na wizyty lekarskie, nie było mowy o jakichś porządnych zakupach. W chwilach lepszego samopoczucia udało mi się odfajkować Najważniejsze z Ważnych pozycje na liście "Do Zrobienia". Wiedziałam, że się nie wyrobię, chyba, że stanę się odpornym na ból cyborgiem. Sama nie umiem się zorganizować, więc tym bardziej niewykonalne było rozdysponowanie zadań między chłopców. Musiałam pogodzić się z faktem, że nie dam rady dopiąć wszystkiego tak, bym mogła być zadowolona. Żaliłam się Nieślubnemu. Uspokajał mnie, że skoro źle się czuję, to nikt niczego ode mnie nie wymaga. Mało tego. wystarczyło tylko odrobinę nim pokierować i właściwie przejął moje wszystkie codzienne obowiązki.
Machnęłam w końcu ręką. Postanowiłam pogodzić się z byle jakimi świętami, choć było mi strasznie przykro, że znów się nie udało.
I znów sytuację uratował Nieślubny. W Wigilię wyszłam do pracy zostawiając w mieszkaniu codzienny rozgardiasz, a wróciłam do czyściutkiego świątecznego domu. Wszytko to, na czym mi zależało dopiął na ostatni guzik.
Wigilia u rodziców dokładnie taka, jaka powinna być. Ciepła, rodzinna i spokojna... Nawet pośpiewaliśmy przez chwilę kolędy, gdy tata na prośbę Nieślubnego wyciągnął akordeon. Niesamowite, nigdy wcześniej, przez tyle lat nie kolędowaliśmy. I prezenty wszystkim się podobały... Zakneblowałam w tym roku mojego wewnętrznego skąpca. masa oszczędności odeszła w niebyt. Wszystko przez komputer, który zdecydował się paść w najmniej odpowiednim momencie. A skoro już rozwiązałam oszczędnościową "skarpetę" to poszłam niemal na całość i postanowiłam zacząć się martwić finansami od przyszłego roku.
Kiedy późno w nocy zasypiałam wtulona w Nieślubnego nie miałam żadnych wątpliwości. Można być niesamowicie szczęśliwym mając kłopoty, niespełnione pragnienia i masę powodów do zmartwień i narzekanie. Właśnie to czuję. Jestem szczęśliwa!

2 komentarze: