Jakąś dziwną tendencję mają moi klienci, by przychodzić do mnie w stanie wskazującym na spożycie. Czasem wpadają bezpośrednio po piwku, czasem są zwyczajnie wczorajsi... Generalnie po prostu śmierdzą.
Pewnie ktoś, kto patrzy z zewnątrz myśli sobie: "Tej to dobrze, siedzi cały dzień przed komputerem, klepie w klawiaturkę, spokojnie, przyjemnie czyściutko i na luziku". Tymczasem nie wygląda to tak różowo. Siedzę i rozmawiam z ludźmi niezależnie od tego, czy mam na to ochotę, czy nie. Mogę padać na nos, może mnie boleć głowa, czy ząb” - mimo wszystko muszę być zawsze otwarta, pomocna uśmiechnięta i przyjazna.
Nie, nie narzekam, w sumie każdy ma to samo w swojej pracy. Nie dzieje mi się krzywda. Jednak dziwi mnie to, że pracując w cywilizowanym miejscu, cały dzień spędzam w odorze mniej lub bardziej przetrawionego alkoholu i papierosów.
Swego czasu pracowałam w knajpie stojąc kilkanaście godzin dziennie za barem. I nie miałam takich spostrzeżeń. Zadziwiające, że ludzie chlejący wódkę w barze nie śmierdzą, a ci, którzy teraz przychodzą podpisać od mnie umowy - owszem.
Tak sobie wspominam teraz te "barowe" miesiące - różnie bywało jak to z ludźmi i jak to przy wódce.Ale kiedy później pisałam w listach motywacyjnych, że lubię pracę z ludźmi - byłam szczera. Teraz bywa, że mam tak dosyć, że marzę o robocie przy taśmie produkcyjnej. Mechanicznej, tępej i nudnej i całkowicie przewidywalnej. Z dala od przepełnionych postawą roszczeniową ludzi,którzy zdołali się dowiedzieć, że "klient nasz pan", ale jakoś nie byli w stanie pojąć, że kultura powinna obowiązywać obie strony jakiejkolwiek międzyludzkiej interakcji.
Pewnie ktoś, kto patrzy z zewnątrz myśli sobie: "Tej to dobrze, siedzi cały dzień przed komputerem, klepie w klawiaturkę, spokojnie, przyjemnie czyściutko i na luziku". Tymczasem nie wygląda to tak różowo. Siedzę i rozmawiam z ludźmi niezależnie od tego, czy mam na to ochotę, czy nie. Mogę padać na nos, może mnie boleć głowa, czy ząb” - mimo wszystko muszę być zawsze otwarta, pomocna uśmiechnięta i przyjazna.
Nie, nie narzekam, w sumie każdy ma to samo w swojej pracy. Nie dzieje mi się krzywda. Jednak dziwi mnie to, że pracując w cywilizowanym miejscu, cały dzień spędzam w odorze mniej lub bardziej przetrawionego alkoholu i papierosów.
Swego czasu pracowałam w knajpie stojąc kilkanaście godzin dziennie za barem. I nie miałam takich spostrzeżeń. Zadziwiające, że ludzie chlejący wódkę w barze nie śmierdzą, a ci, którzy teraz przychodzą podpisać od mnie umowy - owszem.
Tak sobie wspominam teraz te "barowe" miesiące - różnie bywało jak to z ludźmi i jak to przy wódce.Ale kiedy później pisałam w listach motywacyjnych, że lubię pracę z ludźmi - byłam szczera. Teraz bywa, że mam tak dosyć, że marzę o robocie przy taśmie produkcyjnej. Mechanicznej, tępej i nudnej i całkowicie przewidywalnej. Z dala od przepełnionych postawą roszczeniową ludzi,którzy zdołali się dowiedzieć, że "klient nasz pan", ale jakoś nie byli w stanie pojąć, że kultura powinna obowiązywać obie strony jakiejkolwiek międzyludzkiej interakcji.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz