Kolejne ciekawe zjawisko. Jest zima, więc w pracy robi się gorąco. Już nie ma czasu na fajeczki, ploteczki na GG, nawet z wyjściem do toalety jest problem, bo klienci ustawiają się w kolejkę, która przez osiem godzin się nie kończy.
I w taki właśnie czas, przyjechał szef z towarem, po czym podszedł do stanowiska obok, kupił mi komputer i radośnie oznajmił, ze będę miała nowy.
Na moje pytanie, dlaczego teraz, w okresie największego ruchu, odpowiedział, że ze względu na koszty. Ok., rozumiem, trzeba się zmieścić z zakupami do końca roku, by powrzucać w koszty i poodliczać co się da. Nie znam się na tym za bardzo, ale argument do mnie przemówił. Przynajmniej jeśli chodzi o sam zakup, bo z jakiego powodu nie można było wstrzymać się z instalacją do spokojniejszych czasów, to już zrozumieć nie mogę.
Co szef powie, to święte, w związku z czym pewnego pięknego dnia bez uprzedzenia pojawił się w pracy informatyk i rozpoczęła się zabawa. On z braku miejsca w powietrzu instaluje na nowym sprzęcie wszystko co potrzeba, ja robię co do mnie należy. A to niełatwe, bo albo nie mam Internetu (informatyk przepiął kabel do nowego komputera, by sprawdzić, czy wszystko chodzi jak trzeba), albo drukarki (bo ją też trzeba zainstalować i posprawdzać) itd. Sytuacja napięta, bo tłum klientów wykazuje się zerowym zrozumieniem. Oni chcą mieć wszystko już!
- Pan jest ślepy? Długo mam tu jeszcze sterczeć? - obrywa się informatykowi (no niedobry, komputerkiem się bawi, zamiast obsłużyć Pana i Władcę.
Rozmawiam z klientem. Przedstawiam mu możliwe opcje, pomagam wybrać najkorzystniejsze dla niego rozwiązanie. Z kolejki poirytowany głos.
- Długo to jeszcze będzie trwać?
- Trudno powiedzieć,załatwimy sprawę i wtedy będę mogła zająć się panem. I obiecuję, że panu również chętnie poświęcę tyle czasu ile będzie trzeba. tylko proszę, nie przedłużajmy teraz niepotrzebnie...
Nic z tego. Pan przyszedł, więc żądał aby go obsłużyć natychmiast. Nie będzie stał w jakiejś głupiej kolejce. Wyszedł obrażony mieląc w ustach przekleństwa.
I tak do końca dnia. Pośpiech, nerwy, nieprzyjemne uwagi od klientów. Musieliśmy zostać trochę po godzinach. Informatyk nie zdążył na jakiś tam swój trening, ja spóźniłam się na zebranie rodziców w szkole.
A przecież instalację systemu, sterowników, konfigurację poczty mógł informatyk robić u siebie. Potem podłączyć wszystko w jakimś luźniejszym czasie. Kopie dokumentów miałam zrobioną, przerzuciłabym to sobie sama. Nie - ma być tu i teraz. I z jednoczesną w pełni profesjonalną obsługą klienta. Rozumiem, że szefostwo ma inne priorytety niż ja - to naturalne. Ale staram się patrzeć z ich perspektywy i nadal takie działania wydają mi się bez sensu. No ale ja się nie znam...
I w taki właśnie czas, przyjechał szef z towarem, po czym podszedł do stanowiska obok, kupił mi komputer i radośnie oznajmił, ze będę miała nowy.
Na moje pytanie, dlaczego teraz, w okresie największego ruchu, odpowiedział, że ze względu na koszty. Ok., rozumiem, trzeba się zmieścić z zakupami do końca roku, by powrzucać w koszty i poodliczać co się da. Nie znam się na tym za bardzo, ale argument do mnie przemówił. Przynajmniej jeśli chodzi o sam zakup, bo z jakiego powodu nie można było wstrzymać się z instalacją do spokojniejszych czasów, to już zrozumieć nie mogę.
Co szef powie, to święte, w związku z czym pewnego pięknego dnia bez uprzedzenia pojawił się w pracy informatyk i rozpoczęła się zabawa. On z braku miejsca w powietrzu instaluje na nowym sprzęcie wszystko co potrzeba, ja robię co do mnie należy. A to niełatwe, bo albo nie mam Internetu (informatyk przepiął kabel do nowego komputera, by sprawdzić, czy wszystko chodzi jak trzeba), albo drukarki (bo ją też trzeba zainstalować i posprawdzać) itd. Sytuacja napięta, bo tłum klientów wykazuje się zerowym zrozumieniem. Oni chcą mieć wszystko już!
- Pan jest ślepy? Długo mam tu jeszcze sterczeć? - obrywa się informatykowi (no niedobry, komputerkiem się bawi, zamiast obsłużyć Pana i Władcę.
Rozmawiam z klientem. Przedstawiam mu możliwe opcje, pomagam wybrać najkorzystniejsze dla niego rozwiązanie. Z kolejki poirytowany głos.
- Długo to jeszcze będzie trwać?
- Trudno powiedzieć,załatwimy sprawę i wtedy będę mogła zająć się panem. I obiecuję, że panu również chętnie poświęcę tyle czasu ile będzie trzeba. tylko proszę, nie przedłużajmy teraz niepotrzebnie...
Nic z tego. Pan przyszedł, więc żądał aby go obsłużyć natychmiast. Nie będzie stał w jakiejś głupiej kolejce. Wyszedł obrażony mieląc w ustach przekleństwa.
I tak do końca dnia. Pośpiech, nerwy, nieprzyjemne uwagi od klientów. Musieliśmy zostać trochę po godzinach. Informatyk nie zdążył na jakiś tam swój trening, ja spóźniłam się na zebranie rodziców w szkole.
A przecież instalację systemu, sterowników, konfigurację poczty mógł informatyk robić u siebie. Potem podłączyć wszystko w jakimś luźniejszym czasie. Kopie dokumentów miałam zrobioną, przerzuciłabym to sobie sama. Nie - ma być tu i teraz. I z jednoczesną w pełni profesjonalną obsługą klienta. Rozumiem, że szefostwo ma inne priorytety niż ja - to naturalne. Ale staram się patrzeć z ich perspektywy i nadal takie działania wydają mi się bez sensu. No ale ja się nie znam...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz