środa, 18 listopada 2009

Znalazłam Tygrysa!

Już od bardzo dawna Hania próbując dać mi pozytywnego kopa przypomina mi o Tygrysie, którego mam w duszy i którego nie wiedzieć czemu zadeptał Kłapouchy.
Już od bardzo dawna Nieślubny przygląda mi się smutno i mówi, że ciągle jestem smutna i zła, że nic mnie nie cieszy, nie śmieję się, nic mi się nie chce.
Wiedziałam, że mają rację. Próbowałam go odnaleźć, wołałam, krzyczałam i nic. Im bardziej Puchatek zaglądał do środka, tym bardziej Prosiaczka tam nie było. Im głośniej i bardziej rozpaczliwie wołałam Tygrysa, tym bardziej ironicznie i mściwie uśmiechał się Kłapouchy. Najwidoczniej świetnie się bawił siedząc wygodnie z założoną nogą na nogę i kołysząc kopytkiem.
Dałam sobie spokój. Przestałam szukać. Zwinęłam się w kłębek i poszłam spać snem zimowym. A Tygrys znalazł się sam! Obudził mnie natychmiast i skutecznie. Błyskawicznie poradził sobie z tym, z czym Osioł nie dał rady. Pomógł przed pracą posprzątać mieszkanie, nawet obiad Chłopakom ugotował! Sprawił, że pobyt w pracy nie boli. Uratował mnie.
Już dawno mówiłam, że jestem bosa ale w glanach, że żyję na huśtawce. Że jestem dwubiegunowa. Jestem Tygrysem bądź Kłapouchym. Może mam rozdwojenie jaźni, może to tylko psychoza depresyjno-maniakalna. Jak zwał tak zwał. Nieważne. Obecnie rządzi Tygrys!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz