czwartek, 19 listopada 2009

Brak słów...

Wygląda na to, że:
1. Punkt Pierwszy: Nieślubny ma zawsze rację.
2. Punkt Drugi: Jeżeli przypadkiem Nieślubny akurat nie ma racji, to... patrz Punkt Pierwszy.
Bo znowu wyszło na jego!
Właściwie Nieślubny jest jedynym znanym mi osobiście człowiekiem, który popiera moje greckie językowe szaleństwo. Wprawdzie uważa, ze mogłabym sobie wymyślić jakiś bardziej przydatny język, ale nie przeszkadza mi, wspiera mnie, słucha moich niekończących się wywodów na ten temat...
Niejednokrotnie wypowiadał się krytycznie na temat stosowanych przeze mnie metod. Nie jeden raz tłukł do głowy, że podstawą jest po prostu intensywne rycie słówek na blachę. W teorii zgadzałam się z nim, w praktyce robiłam po swojemu.
I wyłożyłam się. Ktoś wrzucił ćwiczenia na forum i postanowiłam się sprawdzić. Akurat internetowe pomoce naukowe zawiodły, więc w jednym miejscu strzeliłam i... Spudłowałam! Wyłożyłam się na słówku, które parę tygodni temu własnoręcznie wklepywałam na bloga! Ale porażka! nic tylko tłuc baranka o ścianę...
I pewnie bym się załamała, obraziła na świat, rzuciła książki i słowniki w kąt,ale Tygrys nie pozwala. Daje za to jeszcze większą motywację i mobilizację w związku z czym wracam do tłuczenia słówek (co nie znaczy, że dotychczasowych działań zaniecham!:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz