czwartek, 15 października 2009

Róbmy swoje!

Jak zwykle Nieślubny miał rację. Nie można przejmować się za bardzo. Nie wolno rozmyślać za dużo o swoich problemach, bo pożytku z tego żadnego, a można załamać się do reszty.
Idąc za jego radą, co dzień po przyjściu z pracy wyrzucam z siebie wszystko, co boli i gryzie, a kiedy już się wygadam, biorę głęboki oddech i zaczynam żyć. Robię swoje. Byle do przodu.
Okazuje się zresztą, że u sąsiada w ogródku trawa jest zawsze bardziej zielona niż w naszym. Spotkałam się z Hanią, potem pogadałam on-line z D. Jedna wychowuje synka, druga jest na zwolnieniu lekarskim, bo czeka na swojego dzidziusia. Obie w dołku, bo duszą się w domu, nudzą się w roli kur domowych. Ja tymczasem narzekam na pracę, brak czasu dla siebie, dla domu, dla dziecka. I chętnie pozamieniałybyśmy się miejscami.
Receptę dla nas trzech mam jedną: Robić swoje! Znaleźć coś, cokolwiek, co sprawia przyjemność i poświęcać się temu. Choćby przez kilka minut dziennie jeśli nie można inaczej. To nie jest rada wyssana z durnego poradnika psychologicznego. To jest coś co praktykuję na sobie i działa!. Pewnie, że nie zawsze, że może przytrafić się gorszy dzień, ale przynajmniej da się żyć

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz