sobota, 5 września 2009

Czas zmian

Dał mi do myślenia ten mój nieszczęsny urlop. Trzy tygodnie wolnego, a ja jestem wykończona i niezadowolona z życia tak samo jak byłam przed nim.

Coś jest nie tak. Coś niedobrego się ze mną stało. Jeszcze kilka lat temu byłam wiecznie roześmianą dziewczyną, wulkanem energii z mnóstwem pomysłów. Miałam czas i chęci na spotkania z przyjaciółmi na pisanie listów, pamiętników/blogów, na hobby. Byłam samotną matka na utrzymaniu ojca alkoholika a potrafiłam być szczęśliwa, śmiać się, mieć pasje i marzenia.

A dziś? Mam pracę, mieszkam już "na swoim", jestem związana z najcudowniejszym facetem na świecie. Spełniły się moje marzenia. I jestem szczęśliwa. Naprawdę! Tylko... Jakoś tego nie widać. Brak mi energii na cokolwiek, nie umiem oczyścić głowy. Moje myśli krążą tylko wokół: "nie mogę, nie da się, nie mam siły, czasu" wciąż widzę ograniczenia, zamiast możliwości. Nie potrafię już pisać, czego dowodem są ostatnie notki.

Cierpię na przesilenie jesienno-zimowo-wiosenno-letnie. Chronicznie. Próbowałam to przespać, przeczekać, polubić - nic nie działa.

Za rok stuknie mi trzydziestka. Poważny wiek. Tyle, że ja już dziś czuję się, mówię, reaguję jak zmęczona życiem emerytka. Ja tak nie chcę! Zaczynam walczyć po raz kolejny i pewnie nie ostatni. Dla siebie i dla moich chłopców. Bo oni nie zasługują by ich wiecznie katować moimi humorami. Już dość!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz