wtorek, 23 grudnia 2008

W zasadzie początek

Przez szum słuchawek, z których w prost do uszu sączyły się do ucha kojące dźwięki ulubionej muzyki, dobiegał ją cichy szum silnika autobusu. Powoli się uspokajała, choć jeszcze przed chwilą była wściekła. Wymarzła na przystanku - w okresie przedświątecznym autobusy kursowały w ograniczonym zakresie. Była skonana po pracy, a jeszcze czekała ja wyprawa po zamówione kosmetyki. Wigilia już jutro, a przygotowania do świąt w proszku. Wprawdzie na samą Wigilię byli zaproszeni do rodziców, ale przecież na tym wieczorze święta się nie kończą. A jej tak bardzo zależało, by w ich domku nie zabrakło magicznej atmosfery...

Westchnęła ciężko. Wszystko takie rozsypane – całe dnie w pracy, brakuje wciąż czasu i energii na dom, rodzinę, nie mówiąc już o tym, by zrobić coś dla samej siebie.

- Dość tego! - Powiedziała sobie. - Tak dalej być nie może! Pracę trzeba zmienić, to fakt, ale nie mogę czekać ze wszystkim, aż uda mi się dokonać tej zmiany. Szkoda życia! Trzeba się po prostu lepiej zorganizować!

Z rozmyślania wyrwał ją dźwięk przychodzącego SMS. Sięgnęła po telefon, na ekranie zdjęcie Nieślubnego i wiadomość: „No chodź już do domu...” Uśmiechnęła się z myślą: „Tak, jestem szczęśliwa! Mam swoje wymarzone, nudne i szare życie przy boku ukochanego mężczyzny. Nie jest łatwo, jestem zmęczona, ale właśnie tak miało być, tego chciałam”

Kołysząc leciutko stopą w takt dźwięków, zatonęła we wspomnieniach; analizowała, jak to się stało,jak do tego doszło, że dziś jej życie wygląda właśnie tak a nie inaczej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz