środa, 31 grudnia 2008

Retrospekcje Zośki (2)

Nie przestała być dzieckiem, nawet, gdy sama została matką.

Chciała kochać, chciała dać wszystko, oddała całą siebie. W zamian dostała smycz. Bardzo krótką. Kiedy zaczęła się na tej smyczy szarpać, by złapać odrobinę oddechu, dostała w twarz. Uciekła, gdy okazało się że jest w ciąży. Wolała być samotną matką, niż narażać dziecko na agresję nieodpowiedzialnego „tatusia”. Odcięła smycz radykalnie. Urodziła ślicznego Kubusia, który był tylko jej. Zdecydowała się sama ponieść wszelkie konsekwencje. „Tatuś” przestał istnieć.

Wielkie wsparcie otrzymała od rodziny. Spokojnie, skończyła szkołę, podjęła nawet studia. Wiele lat później okazało się, że nie był to dobry wybór. Swoją prawdziwą pasję odkryła już jako dojrzała kobieta.

Nie było łatwo. Apodyktyczni rodzice wszystko wiedzieli lepiej. A ona nie mogła się zbuntować stojąc na przegranej pozycji. Pozostawała na ich utrzymaniu a ten argument ucinał wszelkie dyskusje.

Najczarniejsze chwile życia udało jej się przetrwać dzięki przekornemu optymizmowi, który wyciągał ją za uszy z najgłębszych dziur wypełnionych czarnymi myślidłami.

Otoczenie znało ją jako szaloną iskierkę, pełną niespożytej energii. Ruchliwą i roześmianą, ze słoneczkiem w dużych, brązowych oczach. Co czuła naprawdę, wiedzieli nieliczni. Do dziś pamięta rozszerzone zdumieniem i niedowierzaniem oczy znajomych ze studiów, gdy kiedyś wypsnęło jej się, czym tak naprawdę żyje, czym jest strach o dziecko, o siebie, o mamę, gdy ojciec stawał się coraz bardziej agresywny w kolejnym pijackim ciągu. Jak bardzo czuje się czasem zrezygnowana, jak bardzo czasem brakuje jej sił, by podnieść się z łóżka. Jak bardzo bolą zaciśnięte zęby...

Zamilkli zszokowani.

- To jak ty ty to robisz, że ciągle się śmiejesz?

Wzruszyła ramionami i uśmiechnęła się po swojemu, dodając:

- Mam dwa wyjścia, albo się pośmiać, albo powiesić. Wybrałam to pierwsze


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz