Zamykam oczy, zatykam uszy, zatapiam się w swym wnętrzu; badam, analizuję kawałek po kawałku. Serce puka sobie miarowo pompując krew do żył jednostajnym rytmem. Płuca równiutko nabierają życiodajnego tlenu. Źrenice równe, spokojne. Nie rozszerza ich napięcie. W brzuchu nie trzepoczą skrzydła motyli. Absolutny spokój rozlewa się ciepłym balsamem po skatowanej niegdyś duszy. W twarzy pewność. Znalazłam swoje miejsce. U Twego boku.
sobota, 28 czerwca 2008
Subskrybuj:
Posty (Atom)