wtorek, 6 maja 2008

Refleksje kierownicy

Po zakupie Nocnika, wreszcie mogę się kierowcą nazwać, choć tak naprawdę dopiero teraz uczę się jazdy.

Kurs prawa jazdy umożliwia zdanie egzaminu, dopiero później, będąc samodzielnym kierowcą, dowiaduję się, o co tak naprawdę tu chodzi.

Po kilkukrotnych wypadach z tatą w roli pilota, doradcy i Kontrolera Nacisku Na Pedał Gazu:), nieśmiało zaczęłam podejmować próby samodzielnego prowadzenia. I wtedy zrozumiałam.

Może to patetycznie zabrzmi, ale wsiadając za kółko, zdana sama na siebie, zdałam sobie sprawę, że właśnie przyjmuję na siebie ogromną odpowiedzialność. Za siebie, za dziecko, które wiozę na tylnym siedzeniu, za innych, kierowców, pieszych, pojazdy... I dopiero wtedy zaczęłam się bać. Czy podołam, czy nie zawiodę.

Zaczęłam się bać jeszcze bardziej, po rozmowach ze znajomymi. Bez słowa zostałam, słuchając opowieści koleżanki relacjonującej imprezę: „Wypiłam tylko dwa piwa, bo wiedziałam, że mój facet będzie pił i że to ja będę nas odwozić” Mało istotny tutaj jest fakt, że dziewczyna nie ma prawa jazdy. (Poległa na kilku już egzaminach, co dziwne, bo technicznie jeździ lepiej ode mnie. Jednak stres egzaminacyjny zżera ją tak, że popełnia naprawdę głupie błędy) Bardziej przeraża mnie fakt, że można wsiąść za kółko „tylko po dwóch piwach” i wieźć do domu męża z czwórką dzieci.

Wiem, wiem, różną ludzie mają tolerancję na alkohol. Sporo zależy od tego, ile czasu minie od spożycia do jazdy itede itepe... Ale nikt mi nie wmówi, że istnieje pojęcie bezpiecznej dawki alkoholu.

A przecież nie ona jedna, takie historie słyszę przecież na co dzień..

I tylko się pytam. Co z tego, że czuję respekt przed drogą, przed samochodem? Co z tego, że jestem maksymalnie skupiona, by nikogo nie skrzywdzić, niczego nie uszkodzić?

Po co to wszystko, skoro mój bezpieczny powrót stoi pod znakiem zapytania, bo ktoś wypił „tylko dwa piwa” przez co o pół sekundy za późno zdjął nogę z gazu?