piątek, 27 lipca 2007

Nieco ekologicznie dzisiaj

Jako nastoletnie dziewczę przeczytałam w jakiejś mądrej gazecie, że aby dbać o środowisko naturalne, nie trzeba robić z siebie pajaca i przykuwać się łańcuchami do drzewek czy innych rzeczy. Wystarczy odrobinę pomyśleć. wiecie o co chodzi: segregacja odpadów, ponowne wykorzystanie czego się da i takie tam... Fakt jest faktem, produkcja śmieci przez człowieka przybiera gigantyczne rozmiary...
Ale do czego mnie moje własne pojmowanie ekologii doprowadziło???
Ano między innymi do tego, że od x lat w moim domu nikt nie słyszał o potrzebie zakupu worków na śmieci. Do tego celu wyśmienicie nadają się jednorazówki z codziennych zakupów. Wobec tego, połowa szafek w naszym mieszkaniu zamieszkana jest przez różnej maści reklamówki, worki i woreczki, których szkoda wyrzucić, "bo jeszcze mogą się przydać"...
Jeszcze gorzej sprawa się przedstawia w temacie papieru. Na całe szczęście szkoła Miszy organizuje zbiórki makulatury. Wobec czego wszystkie gazety, ulotki reklamowe, moje nieaktualne katalogi z Oriflame, magazynowane w piwnicy. W akcję włączona jest zaprzyjaźniona pani sprzątaczka, która sprzątając klatki schodowe z ulotek, znosi nam je w umówione miejsce... Raz na jakiś czas, ojciec wiezie do skupu pełny bagażnik, odbiera rachunek (na kwotę mniejszą niż koszt taśmy, którą ten cały chłam okleił - ech polityka...), który zawozi do szkoły. Ale to nie wszystko.
Jedna z moich szaf pęka w szwach. A zawiera papier zapisany tylko po jednej stronie, więc druga może się przydać na jakieś luźne notatki... Wyrzucenie jednej takiej kartki to nie problem. ale jak patrzę ile tego się nazbierało, jestem przerażona, że to wszystko mogło wylądować po prostu w koszu i czekać x lat aż się rozłoży. A ilu ludzi wyrzuca tyle papieru bezmyślnie? Inna sprawa, że zapas, który posiadam w domu jest nie do przerobienia. Takie kartki znakomicie sprawdzają się na stoliku przy komputerze do drobnych notatek, obliczeń listy zakupów i wszelkiej maści zapisków. I w tym celu używane. ale przybywa ich dużo szybciej niż ubywa...
Najśmieszniejsze jest to, że nie jestem przesadnie nawiedzona w tym zakresie, nie próbuje zaoszczędzić najmniejszego skrawka papieru, selekcje odpadów robię bardzo powierzchowną itp. Jednak strach pomyśleć ilu ludzi nie robi kompletnie nic, by dać trochę odetchnąć Matce Ziemi...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz