poniedziałek, 30 lipca 2007

Wreszcie

Zrozumiała, dotarło do niej w całej okazałości, nawet ślady niedawnego cierpienia odeszły z jej twarzy. Przestała już opłakiwać temat, w końcu ileż można płakać, prędzej czy później trzeba wytrzeć nos.
Nie jest tragicznie. Z całą tą sytuacja da się żyć. Kolejny rozdział życia się zakończył, ale świat wszak toczy się dalej.
Powoli, metodycznie wyznaczała granicę między tym co było, a tym co będzie dopiero. Na początek czyszczenie pamięci. . Skrzynka mailowa, pamięć telefonu - DELETE i po krzyku. Nie chciała śladu słów. Za dużo ich było. Piękne i nieznaczące. Jego numer - DELETE (cholera i tak zna na pamięć.) Fotka w telefonie - DELETE. Płyta ze wspólnymi zdjęciami - pod obcas. Pół butelki perfum roztrzaskane w pył. Już nigdy nie będzie w stanie pachnieć tak, jak pachniała dla niego. Żadnych śladów. To wszystko nigdy nie miało miejsca.
Przestała analizować każdy wspólny dzień. Przestała pytać samą siebie o początek końca, przestała szukać momentu, w którym trzeba było powalczyć o nich. Przestała zastanawiać się, gdzie popełniła błąd.
Przestała pluć sobie w brodę, katować się wyrzutami sumienia za swoją naiwność i głupotę. Przestała się dręczyć, że tak łatwo uwierzyła i dała się omotać. Przestała pytać dlaczego to zrobił, dlaczego w taki sposób. To wszystko przestaje mieć znaczenie. Co z tego że się dowie? Czy to ważne, kto jest winien? Już po wszystkim.

- Jestem wielka i wspaniałomyślnie wybaczam. tylko o dziecko mam żal i jeszcze długo będę miała. Nie zgadzam się, żeby mój syn płacił za czyjąś nieodpowiedzialność - pomyślała

Pamięci własnej sformatować się nie da. I wciąż jeszcze zdarza się, że zatrzymuje się w pół kroku ze ściśniętym żołądkiem i trzepocącym sercem, bo jakiś strzępek filmu z przeszłości zawładnął mózgiem. I wciąż jeszcze budzi się w nocy z przeświadczeniem, że to jego niepowtarzalny dotyk poczuła na skórze...
Jedno wiedziała. Że to wszystko nic. Że potrzebuje tylko trochę czasu. Poradzi sobie i z tym, tak jak radziła sobie zawsze. Odzyska spokój, siłę i radość życia. Trwałe zgorzknienie raczej jej nie grozi. Nikt nie jest w stanie zabrać jej nadziei i wiary w drugiego człowieka. To jej największy skarb i nie da go nikomu. I jeszcze nie raz przyjdzie jej słono zapłacić za posiadanie owego skarbu, ale... czy z tego powodu powinna się go pozbyć?

piątek, 27 lipca 2007

Nieco ekologicznie dzisiaj

Jako nastoletnie dziewczę przeczytałam w jakiejś mądrej gazecie, że aby dbać o środowisko naturalne, nie trzeba robić z siebie pajaca i przykuwać się łańcuchami do drzewek czy innych rzeczy. Wystarczy odrobinę pomyśleć. wiecie o co chodzi: segregacja odpadów, ponowne wykorzystanie czego się da i takie tam... Fakt jest faktem, produkcja śmieci przez człowieka przybiera gigantyczne rozmiary...
Ale do czego mnie moje własne pojmowanie ekologii doprowadziło???
Ano między innymi do tego, że od x lat w moim domu nikt nie słyszał o potrzebie zakupu worków na śmieci. Do tego celu wyśmienicie nadają się jednorazówki z codziennych zakupów. Wobec tego, połowa szafek w naszym mieszkaniu zamieszkana jest przez różnej maści reklamówki, worki i woreczki, których szkoda wyrzucić, "bo jeszcze mogą się przydać"...
Jeszcze gorzej sprawa się przedstawia w temacie papieru. Na całe szczęście szkoła Miszy organizuje zbiórki makulatury. Wobec czego wszystkie gazety, ulotki reklamowe, moje nieaktualne katalogi z Oriflame, magazynowane w piwnicy. W akcję włączona jest zaprzyjaźniona pani sprzątaczka, która sprzątając klatki schodowe z ulotek, znosi nam je w umówione miejsce... Raz na jakiś czas, ojciec wiezie do skupu pełny bagażnik, odbiera rachunek (na kwotę mniejszą niż koszt taśmy, którą ten cały chłam okleił - ech polityka...), który zawozi do szkoły. Ale to nie wszystko.
Jedna z moich szaf pęka w szwach. A zawiera papier zapisany tylko po jednej stronie, więc druga może się przydać na jakieś luźne notatki... Wyrzucenie jednej takiej kartki to nie problem. ale jak patrzę ile tego się nazbierało, jestem przerażona, że to wszystko mogło wylądować po prostu w koszu i czekać x lat aż się rozłoży. A ilu ludzi wyrzuca tyle papieru bezmyślnie? Inna sprawa, że zapas, który posiadam w domu jest nie do przerobienia. Takie kartki znakomicie sprawdzają się na stoliku przy komputerze do drobnych notatek, obliczeń listy zakupów i wszelkiej maści zapisków. I w tym celu używane. ale przybywa ich dużo szybciej niż ubywa...
Najśmieszniejsze jest to, że nie jestem przesadnie nawiedzona w tym zakresie, nie próbuje zaoszczędzić najmniejszego skrawka papieru, selekcje odpadów robię bardzo powierzchowną itp. Jednak strach pomyśleć ilu ludzi nie robi kompletnie nic, by dać trochę odetchnąć Matce Ziemi...