Zrozumiała, dotarło do niej w całej okazałości, nawet ślady niedawnego cierpienia odeszły z jej twarzy. Przestała już opłakiwać temat, w końcu ileż można płakać, prędzej czy później trzeba wytrzeć nos.
Nie jest tragicznie. Z całą tą sytuacja da się żyć. Kolejny rozdział życia się zakończył, ale świat wszak toczy się dalej.
Powoli, metodycznie wyznaczała granicę między tym co było, a tym co będzie dopiero. Na początek czyszczenie pamięci. . Skrzynka mailowa, pamięć telefonu - DELETE i po krzyku. Nie chciała śladu słów. Za dużo ich było. Piękne i nieznaczące. Jego numer - DELETE (cholera i tak zna na pamięć.) Fotka w telefonie - DELETE. Płyta ze wspólnymi zdjęciami - pod obcas. Pół butelki perfum roztrzaskane w pył. Już nigdy nie będzie w stanie pachnieć tak, jak pachniała dla niego. Żadnych śladów. To wszystko nigdy nie miało miejsca.
Przestała analizować każdy wspólny dzień. Przestała pytać samą siebie o początek końca, przestała szukać momentu, w którym trzeba było powalczyć o nich. Przestała zastanawiać się, gdzie popełniła błąd.
Przestała pluć sobie w brodę, katować się wyrzutami sumienia za swoją naiwność i głupotę. Przestała się dręczyć, że tak łatwo uwierzyła i dała się omotać. Przestała pytać dlaczego to zrobił, dlaczego w taki sposób. To wszystko przestaje mieć znaczenie. Co z tego że się dowie? Czy to ważne, kto jest winien? Już po wszystkim.
- Jestem wielka i wspaniałomyślnie wybaczam. tylko o dziecko mam żal i jeszcze długo będę miała. Nie zgadzam się, żeby mój syn płacił za czyjąś nieodpowiedzialność - pomyślała
Pamięci własnej sformatować się nie da. I wciąż jeszcze zdarza się, że zatrzymuje się w pół kroku ze ściśniętym żołądkiem i trzepocącym sercem, bo jakiś strzępek filmu z przeszłości zawładnął mózgiem. I wciąż jeszcze budzi się w nocy z przeświadczeniem, że to jego niepowtarzalny dotyk poczuła na skórze...
Jedno wiedziała. Że to wszystko nic. Że potrzebuje tylko trochę czasu. Poradzi sobie i z tym, tak jak radziła sobie zawsze. Odzyska spokój, siłę i radość życia. Trwałe zgorzknienie raczej jej nie grozi. Nikt nie jest w stanie zabrać jej nadziei i wiary w drugiego człowieka. To jej największy skarb i nie da go nikomu. I jeszcze nie raz przyjdzie jej słono zapłacić za posiadanie owego skarbu, ale... czy z tego powodu powinna się go pozbyć?