Za górami, za lasami, za siedmioma morzami, żyła sobie Dziewczynka. mała, bezbronna dziewczynka, która próbowała wmówić sobie i światu, że jest silną, niezależną, pewną siebie kobietą. Zwyczajna dziewczynka jakich miliony. Wyróżniało ją jedno. Wielki, słoneczne, ufne, brązowe oczy, którymi patrzyła na świat, trwając w nieustającym zdziwieniu, nie mogąc zrozumieć, dlaczego ludzie zdolni są wobec siebie do do rozmaitych podłości. Dziewczynka nie raz tej podłości doświadczyła na własnej skórze. Nigdy nie potrafiła chować długo urazy, więc przyjmowała ciosy z pokorą, starając się wyciągać wnioski z lekcji jakich udzielało jej życie.
Dziewczynka żyła sobie spokojnie w małym domku ze swoim Robaczkiem. Robaczek był jej całym światem. To na niego przelewała ogromne pokłady miłości, które w niej drzemały. Dobrze im było razem. Nie zawsze łatwo - czasem ciążyła jej trochę odpowiedzialność za Robaczka. Ale żyli sobie cicho i spokojnie.
Aż pewnego dnia, w życiu Dziewczynki pojawił się Książę. Przybył nie wiadomo skąd. Opowiadał Dziewczynce o bólu, o samotności, o pragnieniu, miłości, o tęsknocie... Mówił Dziewczynce jaka jest wyjątkowa, jaka dzielna. Jak świetnie radzi sobie z Robaczkiem. Uczył ją, że samemu jest ciężko żyć, że potrzebna jest obok druga osoba, która będzie obok, która będzie trzymać za rękę i tej ręki nie puści, choćby nie wiem co...
Dziewczynka bardzo współczuła Księciowi. Och, rozumiała go doskonale, sama przecież też wiele przeszła! I w końcu zrzuciła swój pancerz ochronny, pozwoliła mu zbliżyć się do siebie. I zatonęła w jego ramionach. Takich szerokich, ciepłych i bezpiecznych.
I tu bajka powinna skończyć się napisem "I żyli długo i szczęśliwie". ale skoro to bajka bez happy endu...
Żyli sobie we trójkę. Dziewczynka, Robaczek i Książę. Wszystko było dobrze, byli szczęśliwi, chociaż... Czasem Dziewczynce zdawało się, że Książę staje się coraz bardziej daleki, obcy... Odsuwała jednak od siebie te myśli, kładąc je na karb przesadnej ostrożności wynikającej z poprzednich doświadczeń. Jednak okazało się, że to nie ostrożność a intuicja. a ta rzadko się myli. Książę okazał się świetnym aktorem, który po odegraniu swojej roli i zebraniu oklasków, bez słowa zszedł ze sceny. Okazało się, że rozmowy o zaufaniu, szczerości bezwzględnej, uczuciach, były wpisane w scenariusz. Zagrał na tyle przekonująco, że Dziewczynka nie zauważyła granicy między życiem a sztuką. To był spektakl w nędznym teatrze bez kurtyny. Książę-Aktor - wirtuoz gry na ludzkich uczuciach nie pomyślał o planszy z napisem KONIEC
Ja się kończy ta bajka? Książę-Aktor czasem pyta kurtuazyjnie "co słychać", ale na odpowiedź nie czeka. A Dziewczynka? Wyżej niż zwykle unosi w zdziwieniu brwi. Jej wielkie, brązowe oczy są puste, bez śladu słońca. Nadal przekonuje świat, że jest silna i niezależna. I tylko, gdy zapadnie noc, i ma pewność, że nikt nie zobaczy, spod jej powieki wymyka się łza. Taki wyrzut sumienia, bo na sztukę zabrała Robaczka...
Dziewczynka żyła sobie spokojnie w małym domku ze swoim Robaczkiem. Robaczek był jej całym światem. To na niego przelewała ogromne pokłady miłości, które w niej drzemały. Dobrze im było razem. Nie zawsze łatwo - czasem ciążyła jej trochę odpowiedzialność za Robaczka. Ale żyli sobie cicho i spokojnie.
Aż pewnego dnia, w życiu Dziewczynki pojawił się Książę. Przybył nie wiadomo skąd. Opowiadał Dziewczynce o bólu, o samotności, o pragnieniu, miłości, o tęsknocie... Mówił Dziewczynce jaka jest wyjątkowa, jaka dzielna. Jak świetnie radzi sobie z Robaczkiem. Uczył ją, że samemu jest ciężko żyć, że potrzebna jest obok druga osoba, która będzie obok, która będzie trzymać za rękę i tej ręki nie puści, choćby nie wiem co...
Dziewczynka bardzo współczuła Księciowi. Och, rozumiała go doskonale, sama przecież też wiele przeszła! I w końcu zrzuciła swój pancerz ochronny, pozwoliła mu zbliżyć się do siebie. I zatonęła w jego ramionach. Takich szerokich, ciepłych i bezpiecznych.
I tu bajka powinna skończyć się napisem "I żyli długo i szczęśliwie". ale skoro to bajka bez happy endu...
Żyli sobie we trójkę. Dziewczynka, Robaczek i Książę. Wszystko było dobrze, byli szczęśliwi, chociaż... Czasem Dziewczynce zdawało się, że Książę staje się coraz bardziej daleki, obcy... Odsuwała jednak od siebie te myśli, kładąc je na karb przesadnej ostrożności wynikającej z poprzednich doświadczeń. Jednak okazało się, że to nie ostrożność a intuicja. a ta rzadko się myli. Książę okazał się świetnym aktorem, który po odegraniu swojej roli i zebraniu oklasków, bez słowa zszedł ze sceny. Okazało się, że rozmowy o zaufaniu, szczerości bezwzględnej, uczuciach, były wpisane w scenariusz. Zagrał na tyle przekonująco, że Dziewczynka nie zauważyła granicy między życiem a sztuką. To był spektakl w nędznym teatrze bez kurtyny. Książę-Aktor - wirtuoz gry na ludzkich uczuciach nie pomyślał o planszy z napisem KONIEC
Ja się kończy ta bajka? Książę-Aktor czasem pyta kurtuazyjnie "co słychać", ale na odpowiedź nie czeka. A Dziewczynka? Wyżej niż zwykle unosi w zdziwieniu brwi. Jej wielkie, brązowe oczy są puste, bez śladu słońca. Nadal przekonuje świat, że jest silna i niezależna. I tylko, gdy zapadnie noc, i ma pewność, że nikt nie zobaczy, spod jej powieki wymyka się łza. Taki wyrzut sumienia, bo na sztukę zabrała Robaczka...