piątek, 18 maja 2007

Bosa czy w glanach?

Bezbronna jak niemowlę. Z tą wiarą w ludzi, z ufnością w oczach, z tym sercem na dłoni. Wbrew poprzednim doświadczeniom, daje się oswajać kolejny raz. I następny. Nie potrafi z góry założyć, że ktoś może ją skrzywdzić, zranić, zawieść. A potem liże rany gdzieś w kąciku, przełyka gorycz kolejnej porażki. Czasem niezauważalnie dla otoczenia, wycofuje się bez słowa, znika. Z reguły unika ludzi, którzy się nie sprawdzili. Jeśli to niemożliwe - ignoruje. Bywa jednak, że komuś mało. Że jest głodny jej łez i bólu. Że depcze jej bose stopy w poszukiwaniu odcisków. Wtedy zakłada glany. W rękę, tę drugą, co to ją chowa za plecami w pięść zaciśniętą, bierze szpilę i walczy. A potrafi. Walczy do końca. Wytacza najcięższe działa. Szpilę zatrutą wbija w najczulsze miejsca. Żeby bolało. Aż upodli, aż zniszczy. Aż rozsmaruje protektorem na chodniku... Zawsze, kiedy już ochłonie dziwi się, że potrafi aż tak.
Idzie przez życie z kpiną w oczach i ironicznym uśmiechem. Śmieje się. Z siebie, do siebie, do ludzi, do świata. Uśmiecha się do swoich sukcesów, śmieje się z niepowodzeń. A kiedy jest naprawdę źle, kiedy wszystko idzie nie tak jak powinno, śmieje się - na przekór. Czasem pomaga i wszystko wraca do normy. A jeśli nie, to śmieje się z przyzwyczajenia. A potem coraz bardziej histerycznie. a potem w oku pojawia się pierwsza łza, a za nią następna. I stacza się w przepaść beznadziei. I przestaje wierzyć, że kiedykolwiek będzie dobrze. Jej własna apatia zaczyna ją dobijać, więc staje na parapecie i... z westchnieniem zamyka okno, bo przecież obiecała! I zaczyna się zbierać z tego marazmu. a nogi rozjeżdżają mi się w tym błocie błędów i niepowodzeń. Widok jest komiczny, więc w końcu zaczyna się śmiać.
Żyje, pracuje zrywami. Potrafi tygodniami nie robić nic. Ot snuje się, coś zje albo i nie, gdzieś pod czaszką coś się leniwie kołacze, czas przecieka przez palce nie wiadomo kiedy. Wstaje, śpi, wstaje... I nagle zrywa się i biegnie. W jedno miejsce, w drugie, sprząta, naprawia, planuje, pisze, czyta, szuka , uczy się, pomysł goni pomysł, pada na nos. Jedną ręką wiąże buty, drugą robi kawę, żeby było szybciej. Sypia po 2-3 godziny dziennie, bo szkoda jej czasu na sen.
A
Trudno to wszystko zrozumieć, zaakceptować. Dwa przeciwstawne bieguny w jednym ciele. Humorzasta, kapryśna, zmienna jak pogoda. Góra albo dół. Ciepło albo zimno. Czarne albo białe. Dobre albo złe. Śmiech szalony, lub rozpacz bezdenna. Marudna, płaczliwa, bezradna i paradoksalnie silna, bo można ją przygiąć do ziemi, ale złamać się nie da. Zawsze się podniesie . Prędzej czy później, ale zawsze stanie na nogi... Nigdy constans, nigdy pośrodku. Wieczna huśtawka, która ją samą męczy.
A jednak są ludzie, którzy mimo to, potrafią przy niej być i stać za nią murem, gdy wszystko sprzysięga się przeciw niej.
A inni? Macha im serdecznie łapką (tą z serduchem). Idźcie w pokoju. Przymusu wszak nie ma.A

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz