Bo trauma znowu wróciła
Bo jedna sekunda wystarczyła
By z weekendowego błogostanu
W duszy zagościła panika
To nigdy nie minie...
niedziela, 13 sierpnia 2006
niedziela, 6 sierpnia 2006
Spotkanie
Nie lubię czekać. W listopadzie dowiedziałam się, że mamy spotkać się w sierpniu. Moja ciekawość nie miała granic. Bez przerwy zastanawiałam się, jak będziesz wyglądać. Od początku wiedziałam, że Cię pokocham - co do tego nie było wątpliwości. Wizja wspólnego życia przerażała mnie, więc starałam się o tym nie myśleć.
Tymczasem życie biegło swoim torem. Szkoła, dom, spotkania z przyjaciółmi, mniejsze lub większe problemy dnia codziennego. Liczyłam dni, było ich strasznie dużo. Ciekawość mieszała się ze strachem, ale była od niego silniejsza. Czekałam...
Przez ten czas wiele razy z Tobą rozmawiałam, mimo że jeszcze Cię przy mnie nie było. Przynajmniej nie tak do końca...Wyobrażałam sobie, że głaszczę Cię po policzku - masz bardzo miękką skórę... Wiedziałam już, że Cię kocham, bez względu na wszystko. Bez względu na to, jak wyglądasz, kim jesteś. Kocham Cię bardziej niż życie. Bardziej niż siebie.
Wszystko było już gotowe do naszego spotkania. Nie pozostało mi nic innego jak tylko czekać. rok szkolny się skończył, więc dni jeszcze bardziej się dłużyły. starałam się zająć czymkolwiek, żeby czas szybciej płynął, al i tak miałam mnóstwo czasu na myślenie o Tobie, o nas, o przyszłości. Chodziłam z kąta w kąt i... czekałam.
Wreszcie. Byłam szczęśliwa, gdy pojawiły się sygnały, że do naszego spotkania pozostało już niewiele czasu. Byłam na to gotowa więc uniknęłam gorączkowej gonitwy przed wyjściem z domu. Pojechałam do miejsca, gdzie mieliśmy się zobaczyć i... znów musiałam czekać. Wiedziałam jednak, że to już niedługo.
Minęło sześć godzin. Byłam spocona, zmęczona i wciąż nie mogłam się Ciebie doczekać. W końcu usłyszałam uszczęśliwiony głos mojej mamy: "Danusia, mamy synka, jaki śliczny!" Nareszcie mogłam Cię zobaczyć i przytulić.
Pamiętam dobrze mój śmiech przez łzy i słowa. "Witaj synku, kocham Cię"
Michałowi (na urodziny) – mama
Tymczasem życie biegło swoim torem. Szkoła, dom, spotkania z przyjaciółmi, mniejsze lub większe problemy dnia codziennego. Liczyłam dni, było ich strasznie dużo. Ciekawość mieszała się ze strachem, ale była od niego silniejsza. Czekałam...
Przez ten czas wiele razy z Tobą rozmawiałam, mimo że jeszcze Cię przy mnie nie było. Przynajmniej nie tak do końca...Wyobrażałam sobie, że głaszczę Cię po policzku - masz bardzo miękką skórę... Wiedziałam już, że Cię kocham, bez względu na wszystko. Bez względu na to, jak wyglądasz, kim jesteś. Kocham Cię bardziej niż życie. Bardziej niż siebie.
Wszystko było już gotowe do naszego spotkania. Nie pozostało mi nic innego jak tylko czekać. rok szkolny się skończył, więc dni jeszcze bardziej się dłużyły. starałam się zająć czymkolwiek, żeby czas szybciej płynął, al i tak miałam mnóstwo czasu na myślenie o Tobie, o nas, o przyszłości. Chodziłam z kąta w kąt i... czekałam.
Wreszcie. Byłam szczęśliwa, gdy pojawiły się sygnały, że do naszego spotkania pozostało już niewiele czasu. Byłam na to gotowa więc uniknęłam gorączkowej gonitwy przed wyjściem z domu. Pojechałam do miejsca, gdzie mieliśmy się zobaczyć i... znów musiałam czekać. Wiedziałam jednak, że to już niedługo.
Minęło sześć godzin. Byłam spocona, zmęczona i wciąż nie mogłam się Ciebie doczekać. W końcu usłyszałam uszczęśliwiony głos mojej mamy: "Danusia, mamy synka, jaki śliczny!" Nareszcie mogłam Cię zobaczyć i przytulić.
Pamiętam dobrze mój śmiech przez łzy i słowa. "Witaj synku, kocham Cię"
Michałowi (na urodziny) – mama
Subskrybuj:
Posty (Atom)