Bo nie potrafię zrozumieć jak to możliwe.
Jak można wpaść na pomysł "zrobię sobie bombę, ale będą jaja, jak kilkaset osób wyleci w powietrze"
Nie wiem, jak można być tak wypranym z jakichkolwiek śladów empatii
Nie wiem, jak można nie zadać sobie pytania: A jeśli to spotkałoby moje dziecko/rodzica/partnera/rodzeństwo?
Co daje takie poczucie władzy? "Entliczek, pętliczek, dziś w powietrze wylatujesz Ty - tak, Ty z tego wagonu. Nie, nic do Ciebie nie mam, taki kaprys, po prostu..." Co dostaje się w zamian - przyjemność jak po zjedzeniu czekolady? Uniesienie na miarę orgazmu? Po co to wszystko?
A zamachowcy - samobójcy? Kto i w jaki sposób był w stanie pozbawić ich najbardziej pierwotnego instynktu, instynktu samozachowawczego, instynktu przetrwania?
A co dalej? Emocje opadają i co później? "Fajnie było, zrobię sobie nową bombę?"
"Człowiek - to brzmi dumnie" ktoś rzekł (i tu wstyd, bo nie pamiętam kto).
Na pewno???
Nie chcę rozważać wszelkich pobudek polityczno-religijnych takich działań, bo nic mi to nie mówi. Zresztą polityka, czy religia, to LUDZIE,którzy ją tworzą...
NIE ROZUMIEM!!! (i nigdy nie zrozumiem). Głupia jestem i wyjątkowo dobrze mi z tym.
PS. 07.07.2005 nie było mnie w kraju i byłam odcięta od mediów. O zamachu dowiedziałam się dużo później. Pierwsza myśl pobiegła w kierunku przyjaciółki, która tam mieszka. Irracjonalnie trochę, bo jakie prawdopodobieństwo było, że z wielomilionowej metropolii padnie akurat na nią? Niejednokrotnie próbowałam się do niej dodzwonić i coraz bardziej ściśnięty miałam żołądek, gdy po raz kolejny nie udało się nawiązać połączenia...
Prawdopodobieństwo jednak jest irracjonalne, Ona rzeczywiście tam była. W samym centrum wydarzeń. Żyje i szczęśliwa jest. Jednak kilka blizn na twarzy nigdy nie pozwoli jej zapomnieć i żyć tak do końca normalnie. O bliznach w psychice nie wspominam...
Dopiero teraz oglądam relacje z obchodów rocznicy i przy okazji archiwalne materiały sprzed roku... I wciąż nie mogę zrozumieć...
Jak można wpaść na pomysł "zrobię sobie bombę, ale będą jaja, jak kilkaset osób wyleci w powietrze"
Nie wiem, jak można być tak wypranym z jakichkolwiek śladów empatii
Nie wiem, jak można nie zadać sobie pytania: A jeśli to spotkałoby moje dziecko/rodzica/partnera/rodzeństwo?
Co daje takie poczucie władzy? "Entliczek, pętliczek, dziś w powietrze wylatujesz Ty - tak, Ty z tego wagonu. Nie, nic do Ciebie nie mam, taki kaprys, po prostu..." Co dostaje się w zamian - przyjemność jak po zjedzeniu czekolady? Uniesienie na miarę orgazmu? Po co to wszystko?
A zamachowcy - samobójcy? Kto i w jaki sposób był w stanie pozbawić ich najbardziej pierwotnego instynktu, instynktu samozachowawczego, instynktu przetrwania?
A co dalej? Emocje opadają i co później? "Fajnie było, zrobię sobie nową bombę?"
"Człowiek - to brzmi dumnie" ktoś rzekł (i tu wstyd, bo nie pamiętam kto).
Na pewno???
Nie chcę rozważać wszelkich pobudek polityczno-religijnych takich działań, bo nic mi to nie mówi. Zresztą polityka, czy religia, to LUDZIE,którzy ją tworzą...
NIE ROZUMIEM!!! (i nigdy nie zrozumiem). Głupia jestem i wyjątkowo dobrze mi z tym.
PS. 07.07.2005 nie było mnie w kraju i byłam odcięta od mediów. O zamachu dowiedziałam się dużo później. Pierwsza myśl pobiegła w kierunku przyjaciółki, która tam mieszka. Irracjonalnie trochę, bo jakie prawdopodobieństwo było, że z wielomilionowej metropolii padnie akurat na nią? Niejednokrotnie próbowałam się do niej dodzwonić i coraz bardziej ściśnięty miałam żołądek, gdy po raz kolejny nie udało się nawiązać połączenia...
Prawdopodobieństwo jednak jest irracjonalne, Ona rzeczywiście tam była. W samym centrum wydarzeń. Żyje i szczęśliwa jest. Jednak kilka blizn na twarzy nigdy nie pozwoli jej zapomnieć i żyć tak do końca normalnie. O bliznach w psychice nie wspominam...
Dopiero teraz oglądam relacje z obchodów rocznicy i przy okazji archiwalne materiały sprzed roku... I wciąż nie mogę zrozumieć...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz