Na pewno znasz to uczucie. Budzisz się rano obok Niego, przeciągasz leniwie i uśmiechasz leciutko na wspomnienie poprzedniej nocy i na myśl o tym, co może wydarzyć się za chwilę. Czujesz się niesamowicie piękna. Więc suniesz taka śliczna i rozkoszna do łazienki... I co?
W lustrze jakaś opuchnięta twarz, oczy sine od resztek wczorajszego makijażu („trochę” wam się wczoraj spieszyło), na głowie jakieś dziwne, skołtunione „niewiadomoco”... Nie mówiąc już o tym, że wchodzisz pod prysznic i kłują cię w oczy: krzywe nogi, rozstępy, cellulitis, za duże biodra, pieprzyk nie tam, gdzie trzeba, biust nie taki (niepotrzebne skreślić, brakujące dopisać)... Można się załamać...
Tylko po co, skoro zaraz do łazienki wejdzie On i znów zobaczysz ten zachwyt w jego oczach i poczujesz taki sam zachwyt w jego dłoniach... (tu opuśćmy dyskretnie zasłonę milczenia...)
Jaki z tego wniosek? Żegnajcie kompleksy! Bye, bye!!!
W lustrze jakaś opuchnięta twarz, oczy sine od resztek wczorajszego makijażu („trochę” wam się wczoraj spieszyło), na głowie jakieś dziwne, skołtunione „niewiadomoco”... Nie mówiąc już o tym, że wchodzisz pod prysznic i kłują cię w oczy: krzywe nogi, rozstępy, cellulitis, za duże biodra, pieprzyk nie tam, gdzie trzeba, biust nie taki (niepotrzebne skreślić, brakujące dopisać)... Można się załamać...
Tylko po co, skoro zaraz do łazienki wejdzie On i znów zobaczysz ten zachwyt w jego oczach i poczujesz taki sam zachwyt w jego dłoniach... (tu opuśćmy dyskretnie zasłonę milczenia...)
Jaki z tego wniosek? Żegnajcie kompleksy! Bye, bye!!!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz