sobota, 18 lutego 2006

Piękno leży w oku patrzącego

Na pewno znasz to uczucie. Budzisz się rano obok Niego, przeciągasz leniwie i uśmiechasz leciutko na wspomnienie poprzedniej nocy i na myśl o tym, co może wydarzyć się za chwilę. Czujesz się niesamowicie piękna. Więc suniesz taka śliczna i rozkoszna do łazienki... I co?

W lustrze jakaś opuchnięta twarz, oczy sine od resztek wczorajszego makijażu („trochę” wam się wczoraj spieszyło), na głowie jakieś dziwne, skołtunione „niewiadomoco”... Nie mówiąc już o tym, że wchodzisz pod prysznic i kłują cię w oczy: krzywe nogi, rozstępy, cellulitis, za duże biodra, pieprzyk nie tam, gdzie trzeba, biust nie taki (niepotrzebne skreślić, brakujące dopisać)... Można się załamać...

Tylko po co, skoro zaraz do łazienki wejdzie On i znów zobaczysz ten zachwyt w jego oczach i poczujesz taki sam zachwyt w jego dłoniach... (tu opuśćmy dyskretnie zasłonę milczenia...)

Jaki z tego wniosek? Żegnajcie kompleksy! Bye, bye!!!

poniedziałek, 13 lutego 2006

Skończyłam rok

PROLOG
Notka dzisiejsza (łącznie z epilogiem) to przepisany dosłownie fragment mojego jak najbardziej intymnego pamiętnika.
Niewtajemniczonych informuję, że wydarzenia działy się w Atenach (chociaż jakie to ma w sumie znaczenie...).

13.02.2005 (niedziela)

Szczególny dzień. Jesteśmy u Marty. Jej mama czuje dziwny swąd, ale ojciec uspokaja ją, że przed chwilą palił papierosa i to jest źródłem nieprzyjemnego zapachu.
Awantura na klatce schodowej. Nagle wysiadły korki w mieszkaniu. Krzyki na klatce coraz głośniejsze. Ojciec Marty wygląda na zewnątrz. Zatrzaskuje drzwi.
- Jest pożar, wszyscy na zewnątrz!
Zbieramy kurtki, torebki, telefony, klucze... Ubieramy sie. Jeszcze pomagam ubrać się Małgosi. Nie zapinam butów, bo szkoda czasu. Wychodzimy.
Nie wiedziałam w co wchodzę, zaczerpnęłam powietrza... Brak tlenu, sadza w płucach, oddychać nie można. Zatrzasnęły się za mną drzwi. Kompletna ciemność. Nie wiem, gdzie schody, tracę orientację. Jeszcze próbuję znaleźć drogę, ale mam świadomość, że czasu jest niewiele. Panika. I myśl o rodzinie:"Przecież oni nawet nie dowiedzą się co się stało!" Krzyczę (po grecku!):
- Nie widzę wyjścia!
Tracę oddech, tracę nadzieję... i słyszę:
- Gdzie jesteś?
- Nie wiem, nic nie widzę!
Idę w kierunku głosu. Silna ręka łapie mnie za ubranie na klatce piersiowej i ciągnie. Plączę się w niedopiętych butach, upadam.
- Nic, nic, już się zbieram...
Już wiem, że będzie dobrze. Wychodzimy.

EPILOG (dopisany już w kraju)

Z pomocą A. pozbierałam się w miarę szybko. Może tylko pochłonięta sadza przyspieszy przybycie astmy, na którą i tak jestem skazana...
Do dziś jednak jestem wyczulona na zapach spalenizny. Ślad pozostanie na zawsze...