sobota, 3 kwietnia 2010

Wiosna

Wiosna
Przywitała mnie krótkim, choć intensywnym przeziębieniem. Wygrzebałam się z niego szybko i samodzielnie. Jak zwykle jednak pozostał mi intensywny kaszel, taki którego nie da się opanować. Ataki kaszlu i duszności wpłynęły na mój głos. Najpierw mówiłam jak rasowy menel, z czasem głos zaczął zanikać.
Nieślubny gnę”ił mnie o wizytę u lekarza - nie mógł patrzeć jak autentycznie się męczę. Wykorzystałam na wizytę w przychodni ostatni dzień zaległego urlopu za zeszły rok. Pani doktor orzekła, że w pracy nie mam szans odzyskać głosu. Dała antybiotyk, dwa dni zwolnienia i zalecenie: mało gadać, dużo pić.
Spadły mi te dwa wolne dni jak manna z nieba. Z wyjątkiem kaszlu i problemów z mówieniem nic mi nie było, za to zyskałam ogrom czasu na dokończenie porządków świątecznych. Udało mi się wysprzątać mieszkanie na błysk, tak jak chciałam. Nie udałoby mi się to, gdybym wychodzić na cały dzień do pracy.
Dzięki temu, dziś byliśmy ze wszystkim gotowi. Po raz pierwszy od niepamiętnych czasów mogliśmy wybrać się z Nieślubnym na niespieszne, niestresujące, bardzo przyjemne zakupy (zostałam szczęśliwą posiadaczką nowych dżinsów!), a nawet na długi spacer. Odzwyczajeni od ruchu i świeżego powietrza umęczyliśmy się zdrowo.
Do świąt przystępuję z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku, zadowolona z siebie i radosna. I oby ten iście wiosenny stan ducha trwał jak najdłużej, czego sobie i wszystkim z okazji świąt życzę!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz